Ciotka Krzysia. Email
piątek, 13 kwietnia 2012 22:03

 

Ciotka Krzysia. Wszyscy w rodzinie tak ją nazywali. Była to bardzo ładna i niezwykle elegancka kobieta. Miała około 40 lat, a od prawie trzech była wdową. Wujek Krzysiek zmarł ledwo w pół roku po zdiagnozowaniu raka, pozostawiając jej spory dom i kilkanaście hektarów pod szkłem. Sama ciotka w moich oczach była obrazem doskonałości kobiety. Była wysoka, miała pełne okrągłe piersi no i pośladki doskonale podkreślające kobiecość. Wszystko miała tam gdzie potrzeba i w doskonałych proporcjach. Nic nie trzeba było w niej zmieniać. Twarz miała pogodną oczy brązowe, usta pełne, (zawsze z odrobiną szminki) i lekko garbaty nos. Jej czarne długie, kręcone włosy zawsze połyskiwały i przypominały mi jedną z aktorek grających w „Aniołkach Charliego”. Tak samo seksowna, takie same białe zęby i uśmiech mogący zniewolić i nakazywać wszystko.
Dopiero przygotowując listę gości na wesele swego starszego brata zobaczyłem, że naprawdę na imię ma Marzena. No tak… rodzice zawsze mówili, że jadą do Krzyśków, odwiedzaliśmy tez Mareczków i Witków. Jednak tylko w jej przypadku imię zaadoptowane po mężu przyjęło się naprawdę i wszyscy w rodzinie zamiast nazywać ją Marzeną, mówili do niej Krzysia.
Owego pamiętnego lata miałem 19 lat i udało mi się dostać na studia prawnicze na Uniwersytet Warszawski. Po maturze zdanej z wyróżnieniem i dostaniu się na upragnione studia rodzice zafundowali mi bajeczne wakacje. Na początku lipca przez dwa tygodnie podziwiałem morze Egejskie, a potem na dokładkę zwiedziłem Paryż i trochę lazurowego wybrzeża. Gdy wróciłem rozpoczynał się sierpień i podobnie jak teraz nasz kraj nawiedziła fala niezwykłych upałów. W mieście nie dawało się wytrzymać, a sklepy czy biura z klimatyzacją były wówczas rarytasem dostępnych dla naprawdę nielicznych.
- Tomku, a może pojechałbyś trochę do ciotki? – zapytała matka. – Uciekłbyś trochę od tego żaru.
Pomysł spodobał mi się od razu. Dla wyjaśnienia: Ciotka (a wcześniej też i wujo) nie mieszkali w jakiejś zabitej dechami dziurze, gdzie wraz ze świerszczami gasną ostatnie światła, ale w przyzwoitej wsi mogącej obecnie aspirować do miana małego miasteczka. Wówczas jednak było tam niemal wszystko. Asfaltowa droga, stała komunikacja i doskonale zaopatrzony sklep były wszystkim, czego potrzebowali mieszkańcy.
Był czwartek, więc od razu na drugi dzień spakowaliśmy się i pojechaliśmy na miejsce. Pamiętam ten dzień tak dokładnie jakby to wszystko wydarzyło się wczoraj. Była dziesiąta rano a już nie dawało się wysiedzieć w wolno jadącym samochodzie. Jedynie otwarte w pełni szyby nieco poprawiały sytuację.
Pamiętam dokładnie kamienie pykające pod kołami samochodu i ten mocny zapach ziół. Nie wiem jak oni to robili, ale w lecie zawsze ogródek pachniał przepięknie. Gdy podjechaliśmy pod wejście, słońce paliło niemiłosiernie, a zegarek wskazywał równo 13.00.
- No… jesteśmy. – wymamrotał ojciec zmęczony zarówno upałem jak i drogą.
- Świetnie, że przyjechaliście – przywitała nas ciotka – teraz tutaj nie daje się wytrzymać, a co dopiero w miejskim betonie.
Po zwyczajowym powitaniu zatargałem swój bagaż na górę. Zawsze sypiałem w tym samym pokoju. Na pierwszym piętrze, naprzeciw schodów obok łazienki. Pokój był naprawdę duży miał może z 18 metrów kwadratowych i dwa okna. Jedno z nich wychodziło na ogród, a drugie na drogę dojazdową i fragment podwórza. Łóżko było naprawdę duże i wygodne. Do dyspozycji miałem ponadto stolik, trzy krzesła, radio i stary, ale kolorowy telewizor.
Okolica była naprawdę ładna. Z okien mego pokoju dom otoczony był zwykłym, ale systematycznie strzyżonym trawnikiem, (co na większości wsiach jest rzadkością) kilkoma różnymi drzewami i ławką opartą o jeden z pni. Po drugiej stronie domu znajdowało się podwórze z nieco gorszym trawnikiem, za którymi znajdowały się szklarnie. Sam dom miał ponadto naprawdę dużą werandę, mogąca pomieścić spory stół i kilka krzeseł. Była to najprzyjemniejsza część domu szczególnie w upalne dni, takie jak dziś. Budynek był nieco osamotniony, bo najbliższy sąsiad mieszkał blisko dwieście metrów w kierunku umownego centrum. Zrzuciwszy rzeczy poszedłem na dół.
Osławiona weranda zmieniała się co roku, za sprawą ciągle rozrastającego się winogrona. Drewno i pnącza skutecznie tamowały napływ upalnego powietrza, przez co naprawdę przyjemnie się tam siedziało. Tak było i teraz. Ciotka przywitała nas chłodnikiem ze spora ilością sałaty i jajek. Po zjedzeniu wszyscy rozleniwili się i poukładali na przysłowiowe sjesty.
Ciotka praktycznie nie pracowała. Większość koniecznych zajęć wykonywanych w szklarniach zlecała zaufanym sąsiadom. Przez to zarabiała mniej, ale mimo to miała pieniądze na całkiem wystawne życie. Jej paznokcie nigdy nie były ubrudzone ziemią, a wierzch dłoni był delikatny, jakby zawsze nosiła jedwabne rękawiczki. Zawsze używała drogich, markowych kosmetyków, a wiem o tym z tego, iż matka wiecznie jej tego zazdrościła.
Weekend minął na łowieniu ryb, piciu piwa, paleniu grilla i najróżniejszych opowieściach. Zanim się obejrzałem rodziców nie było, a ja postanowiłem zostać na tydzień z ciotką. Nie było to dla mnie nic nowego, działo się tak w przeszłości dziesiątki, jeśli nie setki razy. Zazwyczaj czas spływał mi na włóczeniu się po okolicy, czytaniu książek, łowieniu ryb i oglądaniu telewizji. Teraz było dokładnie to samo, przy czym do tego wszystkiego należało jeszcze doliczyć picie piwa.
W niedzielę wieczorem, zaraz po wyjeździe rodziców, postanowiłem zostać w domu i dokończyć „Milczenie Owiec”. Było już ciemno, a mi zostało raptem kilkanaście kartek do końca, gdy nadmierne spożycie piwa za dnia, obudziło pragnienie wypicia zwykłej wody. Pech chciał, że nie miałem niczego w pokoju, więc musiałem wybrać się na dół do kuchni. Nie wiedziałem, czy ciotka śpi, więc zszedłem najciszej jak potrafiłem.
- … tak, tak w tym roku zdał maturę i dostał się na studia… – głos ciotki był cichy, ale wyraźny. Rozmawiała przez telefon, a drzwi do jej pokoju były lekko uchylone.
Normalnie nie zwróciłbym na to uwagi, jednak ciekawość zwyciężyła, bo oczywiste było, iż mówi o mnie. Przystanąłem i zacząłem słuchać.
- … no tak, wyrósł na przystojnego mężczyznę.
Ja przystojny? Nie byłem przecież niczym jak tylko nadmiernie wyrośniętym nastolatkiem. Owszem byłem wysoki, ale za to przeraźliwie chudy. Na niektórych zdjęciach z plaży naprawdę dawało się policzyć moje żebra, a zaciśnięcie pięści owocowało siatką żył na rękach, ramionach i nadgarstkach. Moja twarz też wydawała mi się nadmiernie wyciągnięta, ale za to zęby miałem naprawdę ładne, białe i równe. Oczy niebieskie, tak jak u milionów innych ludzi, więc co takiego we mnie mogło się jej podobać?
- … wiesz, co… jak mu się dziś przypatrzyłam, to przysięgam, przeszły mnie lekkie ciarki, a myśli zaczęły krążyć wiesz, przy czym… zrobiło mi się trochę ciepło… – kończąc zdanie ciotka zachichotała jak jedna z moich koleżanek z maturalnej klasy.
Zdębiałem… a właściwie to ogłupiałem. Gdyby ciotka zechciała teraz wyjść ze swego pokoju prawdopodobnie nie byłbym w stanie się ruszyć i zamknąć swych ust.
- No coś ty, jego matka by mnie chyba zabiła… posiedzi trochę połazi po okolicy i odjedzie, a szkoda, taki młodziutki, taki smaczny…
Ciotka mogła w sumie o mnie tak myśleć, nie była z nami spokrewniona. W rodzinie była dzięki małżeństwu z świętej pamięci wujem, który był bratem ciotecznym matki. Obydwoje byli niezwykle sympatyczni i mili, dlatego rodzice utrzymywali z nimi kontakt i traktowali na równi z bliższą rodziną. Setki myśli latało mi po głowie, ale jedna była dominująca. Podobam się mojej ciotce… nie, ona leci na mnie. To było chyba najlepsze określenie tego, co przed chwilą usłyszałem.
- Ale dość o mnie, powiedz, co u ciebie? – zapytała kierując rozmowę na inne tory.
Czas był odpowiedni by wrócić do pokoju. Zapomniałem o wodzie i cicho wszedłem na górę.
Musiałem chwilę poczekać by ochłonąć. W drodze z dołu na górę zaszła we mnie niecodzienna zmiana. W ciotce zobaczyłem piękną, ponętną i niezwykle seksowna kobietę. Wcześniej widziałem ją tylko i wyłącznie jako ciotkę, swego czasu żonę wujka i co dziwne nigdy nawet nie fantazjowałem na jej temat. Po jej własnych słowach niejako otwarły mi się na nowo oczy. Zobaczyłem ją w innym świetle. Przecież ona była naprawdę piękną kobietą. Przez resztę nocy moja wyobraźnia podsuwała mi dziesiątki możliwości gdzie i jak mógłbym ją wykorzystać. Co zrobić, jak zacząć rozmowę, jak ją... przekonać? W trakcie tych fantazji mój członek urósł do swych pełnych rozmiarów. Nie wytrzymałem i zrobiłem sobie dobrze. Ochłonąłem trochę i wkrótce zasnąłem.
Już o siódmej rano dało się odczuć zbliżający upał. Wyjrzałem przez okno i na idealnie niebieskim niebie nie zauważyłem nawet jednej chmurki. Tak jak wczoraj dzień zapowiadał się wyjątkowo upalnie. Niewiele później zszedłem na dół. Ciotka siedziała na werandzie i piła kawę.
- Dzień dobry. – powitałem ciotkę, starając się być jak najbardziej naturalny.
- Cześć – odpowiedziała – bułki są w chlebaku, świeża wędlina w lodówce, a jak chcesz kawy to wiesz gdzie wszystko jest.
Spojrzała na mnie przelotnie śledząc jakąś kolorową gazetę. Miała na sobie koszulę nocną i cieniutki jedwabny szlafrok. Najszybciej jak potrafiłem zrobiłem sobie kanapki, zalałem kawę i wyszedłem na werandę.
- Co na dziś planujesz? – zapytała nie podnosząc wzroku znad gazety.
Zamierzam rozsunąć twój szlafrok, podciągnąć koszulę i wejść w ciebie z całej siły. Tak odpowiadała moja głowa.
- Jeszcze nie wiem – odpowiedziały usta – chyba nie będę nigdzie chodził… jest za gorąco.
Mówiąc to cały czas obserwowałem ciocię Krzysię. Siedziała na wiklinowym krześle z nogami założonymi na małego pufa, jednak materiał przykrywał szczelnie jej nogi praktycznie do połowy łydek. Nic nie można było zobaczyć. Szlafrok był bardzo cienki i śliski, ale niestety nieprześwitujący. Nie było szansy zobaczyć niczego, nawet konturów piersi czy ramion. Przeżuwałem kanapkę zastanawiając się, w którym momencie wprowadzić swój plan w życie.
- Chcesz cos z kuchni? – zapytała ciotka, idąc w kierunku lodówki.
Pomachałem przecząco głową i odprowadziłem ją wzrokiem. Po chwili wróciła z jakimś sokiem. Nalała sobie i zabrała się na nowo do lektury kolorowego czasopisma. Teraz jednak siadając nie przykryła tak dokładnie swoich nóg. Poły szlafroczka rozjechały się pokazując kolana przesłonięte jedynie cienkim materiałem nocnej koszuli. Zacząłem coraz wolniej przeżuwać. Siedzieliśmy prawie naprzeciw siebie, a ja miałem nadzieję, iż szlafroczek rozjedzie się jeszcze bardziej i będę mógł zobaczyć skórę uda lub coś więcej.
- Nawet jeść się nie chce. – grymasiłem, co miało usprawiedliwić wyjątkowo długie spożywanie kanapki.
Ciotka wciąż wpatrzona w swoją gazetę potaknęła głową i jakby słuchając moich próśb założyła nogę na nogę. Szlafrok rozjechał się jeszcze bardziej i niewiele brakowało bym mógł zobaczyć to szczególne miejsce między nogami kobiety. Wpatrywałem się jak sroka w kość i zaklinałem kolejne ruchy nóg, jednak na próżno. Ciotka wypiła sok, złożyła gazetę i wstała.
- Będziesz coś jeszcze jadł? – doszło mnie z kuchni.
- Nie dziękuję. – odpowiedziałem i z całkowitą niechęcią przeżułem ostatni kęs kanapki.
Po kilku minutach ciotka pojawiła się w drzwiach ubrana w kremową spódnicę sięgającą za kolana i białą przewiewną bluzę z dekoltem sięgającym początków jej okrągłych piersi.
- Muszę pojechać do pana Kazia, wrócę za niecałą godzinę.
Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z mojej strony wsiadła w swego poloneza i zniknęła. Ja tymczasem naprawdę nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić. Chodziłem w tą i z powrotem i po raz nie wiadomo, który na nowo obmyślałem scenariusz rozmowy mający zaciągnąć ciotkę do łóżka.
Ciotka wróciła dopiero po trzech godzinach, kiedy słońce było już wysoko, a stojące powietrze dosłownie drżało od żaru. Wysiadła z samochodu mocno spocona. Bluzka przykleiła się jej zarówno do pleców jak i do piersi. Był to niezwykle seksowne zjawisko. Jej piersi falowały w nieco przyspieszonym oddechu, a materiał napinał się uwypuklając okrągłości. Przez chwile wydawało mi się, iż widzę sutki, ale to chyba upał i moja wyobraźnia nadto sobie pofolgowały.
- Cholerny upał, nic się nie da robić. – stwierdzenie ciotki było aż nadto oczywiste.
Opadła na kanapę obok mnie i zaczęła wachlować się tym samym pismem, które czytała rano. Szarpiąc dekolt swojej bluzeczki, co chwila pokazywała mi górną cześć swojej piersi i krawędź białego stanika. Wygiąłem szyję by lepiej móc oglądać ten poklatkowy spektakl.
- Chcesz piwo? – zapytała nagle i poszła do kuchni.
Ciotka uwielbiała piwo i spożywała go w ilościach, jakich nie powstydziłby się niejeden bywalec pubów. Jednak stwierdzenie, iż od piwa rośnie brzuch, nie miało u niej zastosowania. Wróciła z dwiema szklankami i czterema butelkami.
Zanim się obejrzałem piliśmy czwartą kolejkę, a ciotki usta prawie się nie zamykały. Opowiadała mi o szklarniach, o nawozach, o robotnikach, o szklarniach, o cenach, o sąsiadach i znów o szklarniach. Nie wiedziałem ile minęło czasu, ale upał osiągnął kolejną, wydawałoby się nieprzekraczalną granicę. Nad blachą samochodu powietrze drgało, ale tu na werandzie, w cieniu jej drewna i winogron, chłodzeni piwem, czuliśmy się całkiem dobrze.
- A masz dziewczynę? – zapytała stawiając na stole kolejna parę wilgotnych butelek.
- Nie. – dopowiedziałem zgodnie z prawdą.
Niestety nie miałem szczęścia do dziewczyn i chyba, dlatego wczorajsze stwierdzenie ciotki wydało mi się tak dziwne, żeby wręcz nie powiedzieć kosmiczne.
- A ty ciociu, nie myślisz ponownie wyjść za mąż? Jesteś przecież bardzo ładna, a właściwie to z każdym rokiem stajesz się coraz ładniejsza. – przeholowałem, nadmiar piwa przeszkodził dokładnie wyważyć komplement.
Ciotka się zaśmiała. Kobiety lubią słyszeć takie słowa, choć doskonale wiedzą, że są wierutnymi kłamstwami. Pomimo mojej niezdarności uroda ciotki została połechtana. Nie wiem czy przez piwo, nieuwagę, a może po prostu specjalnie zarzuciła nogę na nogę, tak, że odsłoniła swoje kolano. Nie musiałem oglądać go „dyskretnie”, bo ciotka prawie cały czas miała wzrok zwrócony na podwórze. Siedząc niecały metr od niej mogłem swobodnie nasycać moje oczy.
Już bardziej uśmiechnięta zaczęła opowiadać o swoich studiach i czasach młodości. Słuchając o imprezach, zdawaniu egzaminów i kolokwiach odniosłem wrażenie, że sukienka ciotki staje się coraz krótsza. Wpatrzyłem się w jej nogę i na chwile odwróciłem wzrok w drugą stronę. Teraz już byłem pewien, jej druga ręka świadomie i bardzo powoli podciąga spódnicę do góry. Ciocia chciała mi pokazać swoje nogi, a do mnie należało jedynie jej to ułatwić.
- Zagramy w karty? – zapytała nagle wyrywając mnie z zamyślenia.
- Jasne, czemu nie. – odparłem, rozsiadając się jeszcze szerzej na kanapie.
Teraz dopiero zwróciłem uwagę, że ten mebel jest gigantycznych rozmiarów. Był szeroki jak półtorej zwykłej wersalki, więc abym mógł choćby zaczepić palcem ciotkę musiałbym wyciągnąć rękę i wyraźnie się przesunąć.
- W co zagramy? – zapytałem, gdy ciotka wróciła z talią i plastikowym naczyniem pełnym żetonów.
- Jak to, w co? W jedyną prawdziwą grę.
Potrząsnąłem głową, bo nie miałem zielonego pojęcia, jaka gra w jej oczach jest tą jedyna i tą prawdziwą.
- Poker! – oświadczyła uroczyście.
- Poker? Przecież to tylko wymiana kart i porównywanie figur!
Ignorancję, jaką wówczas przejawiłem była doskonale oddana przez jej minę.
- Poker to tak naprawdę jedyna gra gdzie grasz przeciw człowiekowi. Nie grasz przeciw kartom, bo te mają w tej grze małe znaczenie. Poker to kwintesencja psychologii, matematyki, przebiegłości, cierpliwości i wielu, wielu innych czynników. Tu się liczą: taktyka, opanowanie, nerwy…
Po takim wykładzie nie miałem najmniejszej ochoty wyrazić się lekceważąco na temat pokera. Ciotka podzieliła żetony, przypomniała mi kolejność figur i rozdała karty.
Po wypiciu kolejnego piwa musiałem uznać bezwzględną wyższość ciotki. Za każdym razem, gdy przyszła mi karta ona pasowała, a zawsze, gdy bluffowałem ona podbijała, sprawdzała i oczywiście wygrywała. Naprawdę była dobra, a co gorsze za każdym rozdaniem jej rozbawienie było coraz większe, tak jak moja frustracja.
- Przegrałem! – oświadczyłem, gdy na mojej kupce zostało raptem kilka żetonów. – Jak ty to robisz? Ograłaś mnie jak dzieciaka! Gdzie się tak nauczyłaś grać?
- Och… – westchnęła ciotka.
- Potrzebuję rewanżu! – oświadczyłem i zacząłem raz jeszcze rozdzielać żetony. U cioci Krzysi wywołało to kolejną fale śmiechu.
- Oczywiście… ale musze ci zdradzić sekret – ciotki twarz jakby nieco spoważniała, ale oczy bawiły się jeszcze lepiej – miałam lekką pomoc…
- Oszukiwałaś! – wrzasnąłem.
- Trochę.
- Och ty…
Rzuciłem się na ciotkę nie wiedząc sam jak ją ukarać. Ona za to zaczęła się jeszcze mocniej śmiać i złożyła się w kłębek na kanapie. Nie wiedząc, co zrobić zacząłem ją zwyczajnie łaskotać. Tak jak robią to małe dzieci w przypływie emocji i dobrej zabawy.
Ciotka zaczęła reagować rzucaniem się i duszącym śmiechem. Przygniotłem ją częścią swego ciała, podczas gdy ręce szukały dojść do pachwiny. Co chwile udawała mi się ta sztuka, bo energicznie podskakiwała i zmieniała pozycję, cały czas śmiejąc się. W trakcie tej zabawy kilkukrotnie zahaczyłem o jej pierś, ale najwidoczniej nie miała nic przeciw temu, bo jedyne, co słyszałem to ciągły duszący śmiech.
- Przestań! – dyszała – Nie łachocz, bo się uduszę.
- Nic z tego.
Moje ręce coraz lepiej sobie radziły z obroną ciotki, a ja postanowiłem sprawdzić gdzie jeszcze ciocia ma wrażliwą skórę. Sięgając pod pachę złapałem za pierś, reakcja się nie zmieniła. Zrobiłem tak kilka razy, przy czym chwile, jakie pozostawiałem przy jej piersiach były coraz częstsze i coraz dłuższe.
- Przepraszam… już wystarczy.
Ciotka miała już ciężki oddech i wyraźnie opadała z sił. Położyła się na brzuchu, a ja siadłem na niej jeżdżąc palcami po całych jej plecach. Postanowiłem posunąć się krok dalej. Sięgnąłem do kolan, a właściwie do łydek i dolnej części ud. Jej nogi były bardzo gładkie, a ja starałem się nie być zbyt ostry, by jej nie podrapać.
- Zagramy rewanż! – wykrzyczała.
- Pewnie, ale tym razem w rozbieranego!!!
- Dobrze. – wymamrotała, a gdy z niej zszedłem
Obydwoje ciężko oddychaliśmy i chyba obydwoje czuliśmy satysfakcję. Ona z tego, że w końcu z niej zszedłem, a ja, że pojawiła się realna szansa zobaczenie tych wspaniałych piersi, nóg a może i nawet tyłka.
- Jak oszukiwałaś? – zapytałem.
Ciotka wymownie wskazała na karty.
- Są znaczone?
Przytaknęła. Wziąłem do ręki karty i zacząłem je dokładnie oglądać. Była to stara talia, z pewnością miała kilka lat. Pośród plamek, zagiętych rogów i zadrapań dało się dostrzec niewielkie kropki i kreski. Tylko ślepiec by ich nie widział. Jak wiedziało się jak i gdzie patrzeć to jasne było, iż każda figura oznaczona jest kreską a każda cyfra kropką. Zapewne trochę zajęłoby odszyfrowanie i nauczenie się systemu.
- Należały do Krzyśka… on nie cierpiał przegrywać.
Wspomnienie nieżyjącego męża na chwile zagęściło atmosferę. Byłbym w stanie zrezygnować z rewanżu i niezwykle ciekawej rozrywki, ale w sekundę później ciotka udowodniła, że czas żałoby ma już za sobą.
Zniknęła za drzwiami i po chwili wróciła z kolejnymi butelkami i nową talią kart. Dosłownie nową. Opakowanie było fabrycznie zapakowane w folię, a karty w środku, w porównaniu do tych starych, były śnieżnobiałe, śliskie i bardzo sztywne.
- Myślisz, że ci pójdzie łatwo? Nie licz na to, że cokolwiek zobaczysz! – ciotki głos był zawadiacki. Ona nie chciała ze mną grać, ona mnie wręcz wyzywała.
Ustaliliśmy zasady i ceny naszego odzienia. Mieliśmy po ponad pięćdziesiąt żetonów i po stracie wszystkich można było zastawić dowolną część garderoby za dziesięć żetonów. Szybko policzyłem, że ciotka ma na sobie dwa buty, spódnicę, bluzkę, stanik i zapewne majtki. Dawało to w sumie ponad sto dwadzieścia żetonów do wygrania. Wszystko to, by zobaczyć ciocię Krzysię całą nagą. Jakoś nie brałem pod uwagę możliwości przegranej.
Rozpoczęliśmy grę. Graliśmy nietypową i tak naprawdę wysoką stawkę, staraliśmy się nie popełniać błędów. Skupieni, uważni i zapatrzeni w siebie zaczynaliśmy rozumieć, czym może skończyć się ta gra, a ja zrozumiałem, czym jest prawdziwy poker. Napięcie w powietrzu zaczęło rosnąć. Nie kryłem się już z momentami, kiedy wpatrywałem się w jej piersi, nogi czy usta. Mój członek, jakby przeczuwał okazję, co jakiś czas dawał znać o sobie podnosząc się i napierając w moje szorty. Nie zamierzałem bardzo tego kryć i jestem pewien, że ciotka to widziała, jednak jako wytrawny gracz, nie dała tego po sobie znać.
Wiedziałem, że ciotka mnie chce, ja też jej chciałem, ale żadne z nas nie zamierzało łatwo oddać skóry. Było to jakby każde z nas chciało zjeść ciastko i mieć ciastko.
Po kilkunastu rozdaniach zaczynało się robić nudno. Ciotka może i zdobyła przewagę, ale sięgała ona najwyżej dziesięciu, może piętnastu żetonów. Jednak tak jak wcześniej powiedziała, w pokerze ważna jest cierpliwość, a ja przypomniałem sobie zdanie jednego z mistrzów: „poker to gra jednego rozdania” tak więc cierpliwie czekałem na moje rozdanie.
Trzy damy z ręki. Grając talią od siódemek to naprawdę dobre rozdanie. Delikatnie podbiłem, ciotka wyrównała, ja znów podbiłem. Na puli znalazło się około 20 żetonów. Wymieniliśmy karty. Dla zmylenia ciotki wymieniłem tylko jedna kartę i dostałem czwartą damę. Kareta praktycznie dawała mi zwycięstwo, jednak, aby jej nie spłoszyć podbiłem delikatnie o kilka żetonów, ciotka podbiła o ponad dziesięć. Spojrzałem na nią zastanawiając się, co może kryć jej ręka i tym spojrzeniem wygrałem. Ona w moim zdziwieniu zobaczyła strach przed przegraną. Wyrównałem stawkę, na co ciotka odpowiedziała kolejnym podbiciem, tym razem o kilkanaście żetonów.
- Mam cię… – przeszło mi przez myśl i postanowiłem pójść na całość.
Przeliczyłem i rzuciłem na stół kolejne 20 żetonów. Ciotka wyrównała i na puli znalazły się praktycznie wszystkie żetony.
- Wchodzę za wszystko i zastawiam koszulkę – powiedziałem spokojnie i przesunąłem resztkę swych żetonów na środek stołu.
- Czyli jakieś piętnaście żetonów – stwierdziła ciotka i przeliczywszy swoje żetony dodała je do puli. – dodam jeszcze jedną część swojej garderoby.
Jej zawadiacki i spokojny wzrok odebrał mi pewność siebie. Znaczyło to, że aby ją sprawdzić muszę oddać jeszcze jeden kawałek swego odzienia.
- Stawiam swego klapka i dorzucam jeszcze jednego – przecież one i tak nie mają znaczenia.
- Ja też dorzucam dodatkową część swego ubrania i sprawdzam – powiedziała – pochwal się, co tam masz.
Jeśli wygram ciotka straci dwa elementy swego stroju, czyli prawie na pewno buty. Jednak, jeśli ja przegram będę musiał grać bez klapek i koszulki.
- Kareta. – odpowiedziałem wyniośle i położyłem na stół swoje karty.
Pamiętam dokładnie ten wyraz twarzy. Ciotka przygryzła wargi i przez kilka sekund wpatrywała się w cztery damy i jedną dziewiątkę pik. Następnie trzasnęła swoimi i zaklęła cicho pod nosem.
- Wygrałeś!
Składając karty zdołałem zobaczyć, że miała fula – trzy siódemki i dwa walety. Ładna ręka, ale za słaba na moją czwórkę dam.
- Zdejmuje swoje buty. – oświadczyła.
Zadowolona odłożyła je na bok, a ja zauważyłem, że były to szare zamszowe, praktycznie płaskie, ale mimo to eleganckie obuwie.
Zagarnąłem swoje żetony, zacząłem rozdawać karty i zdałem sobie sprawę z interesującej sprawy – ciotka nie miała nawet jednego żetonu, a to oznaczało, że nie miała na wejście.
- Wejście. – oznajmiłem rzucając jeden żeton z całej mojej kupki.
Nie mogłem ukryć swego zadowolenie i uśmiechu. Wiedziałem, że musi coś z siebie zdjąć. Cokolwiek by to nie było, będę zwycięzcą.
- Jeszcze nie wygrałeś.
Ciotka wstała i jakby zastanawiając się, co zrobić. Podciągnęła swoją spódnice, ale niestety tak, że nic nie udało mi się zobaczyć. Sięgnęła do swoich majtek i ściągnęła je na dół. Następnie zwinęła je w kłębek i położyła obok butów.
O Boże, wówczas dla mnie było to coś tak seksownego, że naprawdę otworzyłem usta, a mój mały zwariował. Nie był, tak jak wcześniej łechtany jakąś zapowiedzią czy nadzieją. Teraz naprawdę zobaczyłem coś, co mogło podniecić. Prawda była taka, że nic nie zobaczyłem, ale wyobraźnia zrobiła swoje. Miałem świadomość, że obok mnie siedzi ciotka i jest bez majtek. Miała goły tyłek, a ja nie mogłem go zobaczyć. Popatrzyłem jedynie między jej nogi. Dało się zobaczyć ciemną plamę włosów łonowych.
- Proszę o swoje żetony. – ciotka wyrwała mnie z zamyślenia i jakby trochę ostudziła. Gra przecież trwała dalej.
Moje ciśnienie ewidentnie się podniosło. Zacząłem się pocić, a upał nie był głównym powodem, iż na brzuchu, plecach i skroniach poczułem wilgoć. Prawie pół piwa wypiłem od razu i rozdałem karty.
- Muszę się uspokoić, bo stracę przewagę. – pomyślałem i tak uczyniłem.
Jednak nie było to łatwe. Ciotka, choć przegrywała wydawała się dobrze bawić. Co chwila spoglądała na mnie, wachlowała sobie bluzkę, albo przekładała nogę na nogę. Za każdym razem moje oczy śledziły jej ruchy, mając nadzieję, choć przez ułamek sekundy zobaczyć coś zakazanego.
Rozdania były nudne jak flaki z olejem. Ja zazwyczaj pasowałem, lub podbijałem symbolicznie o jeden lub dwa żetony. Po kilkunastu minutach ciotka miała około dwudziestu żetonów.
- Odkupuje majtki. – zawyrokowała i odliczyła mi dziesięć żetonów.
Przyjąłem to trochę ze smutkiem, ale nagroda miała za chwilę nadejść. Ciotka, chyba świadomie siedząc podciągnęła swe nogi do góry i w tym czasie rozłożyła majtki i zaczęła naciągać je na nogi. Przez chwile widziałem jej nogi, goły tyłek i to sekretne miejsce skrywane pod gąszczem czarnych włosków. Jej dziurka była różowa i wydawało mi się jakby błyszczała się od swych wewnętrznych soków.
- Udało ci się mnie podejrzeć – stwierdziła, śledząc mój wzrok.
- Tak, zamierzam zobaczyć wszystko. – odpowiedziałem tonem jeszcze bardziej pewnym niż zamierzałem.
Znów zaczęliśmy grać i znów było nudno. Jedyne, co się zmieniło to to, że spódnica ciotki nie zakrywała już kolan. Mając świeżo w głowie obraz gołego jej tyłka, kolana przestały być interesujące.
Postanowiłem trochę sobie pomóc. Siedząc lekko bokiem do ciotki, odłożyłem jedną kartę na kanapę zaraz obok swego uda. Ciotka tego nie widziała, a ja zyskałem szósta kartę przy konstruowaniu figur. Na efekt nie trzeba było długo czekać.
Para dziewiątek, trzecia leży obok mej nogi. Udałem, że podnoszę się na swym siedzeniu. Podmieniłem kartę, zostawiając waleta na następne rozdanie.
Miałem trojkę jeszcze przed wymianą. Jej też coś podeszło, bo zaczęła ostro.
- Daję pięć. – rzekła pewnie.
Przy jej obecnym stanie żetonów było to prawie jedna trzecia całego jej „majątku”. Przebiłem o kolejne dziesięć i znów zacząłem się pocić na myśl o jej gołym ciele. Wyrównała i wymieniliśmy karty. Ja dwie i ona dwie. Nie dość, że oszukiwałem to miałem jeszcze szczęście. Doszła mi para króli. Miałem więc fula, czyli naprawdę wysoką kartę.
- Stawiam dziesięć. – powiedziała.
- Stawiasz majtki. – poprawiłem ją.
- Niech ci będzie.
Wyrównałem stawkę i podbiłem o kolejne dziesięć.
- Wchodzę.
- Co teraz zdejmiesz? – zapytałem, mierząc ją swym już dobrze napalonym wzrokiem.
- Jeszcze nie przegrałam. Sprawdzam.
Podobnie jak poprzednio położyłem na stół swoje karty, a ciotka niemal identycznie zaklęła. Tym razem naprawdę sądziła, że wygra. Rzuciła swe karty, a ja nawet nie interesowałem się tym, co miała na ręce.
- Może włączymy jakąś muzyczkę? – zaśmiałem się – Będzie cioci lepiej ściągać majtki.
Patrzyła się na mnie wzrokiem na wpół zabójczym na wpół zrezygnowanym. Teraz musiała zdjąć trzy elementy, a na sobie miała tylko cztery. Przygotowałem się na ucztę i nieco wygodniej rozsiadłem na kanapie. Byłem pewien, że w tej sekundzie myślimy o tym samym. Ona tak samo jak ja kalkulowała, co zdjąć, a co zostawić.
Ściągnęła bluzkę, a ja zobaczyłem piękny biały stanik i okrągłe piersi, pomiędzy którymi srebrzył się medalik. Odłożyła bluzę i sięgnęła na plecy do zapięcia. Stanik lekko odskoczył, a ciotka powoli zdjęła ramiączka i uwolniła swe wspaniałe półkule. Znów dostałem pełnego wzwodu, a to przecież jeszcze nie koniec. Gdy opuściła ręce zobaczyłem, że ma wyjątkowo duże sutki. Myślałem, że będą wielkości monety, a te były prawie jak nektarynka. Nigdy wcześniej (prócz filmów) nie widziałem piersi kobiety, więc nie mogłem się napatrzeć na te cudowne kształty.
- Pięknie – skomentowałem nie mogąc oderwać od nich wzroku.
Majtki czy spódnica? Ciotka podciągnęła spódnice do połowy ud i sięgnęła po raz kolejny do swych majtek. Gdybym widział ją z tyłu z pewnością zobaczyłbym jej goły, wypięty tyłek. Materiał opadł, a majtki wpadły w miseczkę biustonosza.
- Proszę o swoje żetony. – prawie warknęła.
Wypłaciłem czym prędzej należne dziesięć sztuk i na nowo rozpoczęliśmy grę. Znów kilka nudnych rozdań, znów nic się nie działo. Rzadko kiedy patrzyłem na karty, a więcej na jej ciało. Praktycznie nieświadomie, co chwile sięgałem do swego krocza by nieco lepiej ułożyć mego maksymalnie naprężonego członka. Ciotkę to naprawdę bawiło, co w końcu skomentowała.
- Może go wypuść, bo się udusi. – zaśmiała się.
Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Wstydziłem się, ale jednocześnie chciałem by go zobaczyła, chciałem by go dotknęła. Myśli zaczęły wariować, a wyobraźnia zaczynała prześcigać samą siebie. W przypływie chwili zsunąłem spodenki wraz z majtkami. Mój mały rozłożył się jak nóż sprężynowy. Stał gotowy do czynienia swojej powinności. Jego główka błyszczała się od soków, które zdążył już wypuścić, będąc jeszcze pod ubraniem.
Ciotka, co chwile wpatrywała się w mojego członka, ale nie widziałem niczego, co mogłoby sprawić bym mógł się posunąć dalej. Pozostawała gra i ściągnięcie z niej wszystkiego. Dalej miałem przewagę jednej karty i trzeba było ją wykorzystać.
Po kilku rozdaniach dzięki szóstej karcie miałem dwie pary. Licytacja skończyła się moim zwycięstwem, a ciotce zostały dosłownie trzy żetony.
- Ściągaj spódnicę – śmiałem się – i tak już przegrasz.
- Zobaczymy – odpowiedziała, ale była to odzywka bez krztyny wiary.
- Pokażesz mi goły tyłek? – zapytałem, wpatrując się w jej krocze.
Nic nie odpowiedziała, tylko zaczęła układać swe karty. Rozdanie musiało jej coś przynieść, bo weszła za całe dwa żetony.
- Dwa i jeszcze trzy – powiedziałem, choć na ręce nie miałem nic – pokaż, co kryjesz pod spódnicą?
Ciotka, by sprawdzić musiała zdjąć ostatnią cześć garderoby. Zrezygnowana spojrzała w bok, wstała i szybko ściągnęła swą spódnicę.
Przez chwile przed oczami mignęła mi kępka czarnych włosów. Ciotka była całkowicie naga, ale ja tak naprawdę nie widziałem wiele więcej. Momentalnie założyła nogę na nogę, tak, że jedyne, co widziałem to czubek jej intymnego owłosienia. Udo prezentowało się po prostu pięknie. Miałem wrażenie, że jest twarde niczym marmur. Pomiędzy wiklinowymi szczelinami podziwiałem jej biodro, ale dzięki poduszce, na której siedziała nic więcej nie mogłem zobaczyć.
- Nie… no tak to się nie będziemy bawić – powiedziałem naprawdę rozdrażniony – wygrałem wszystko, a tak naprawdę nic nie widzę.
Ciotka przez chwilę się zastanawiała, a następnie, jak poprzednio spojrzała w bok i lekko rozchyliła swe nogi. Przysunąłem się bliżej, by móc podziwiać jej kobiecość. Jej włosy łonowe nie były takie gęste jak przypuszczałem. Chciałem ich dotknąć, poczuć, polizać. Na środku podbrzusza zobaczyłem ten obiekt męskiego pożądania. Różowe wargi tworzyły dwa podłużne wzgórza, pomiędzy którymi, było wejście do jej jamki.
Położyłem dłoń na jej kolanie i zacząłem przesuwać w stronę tego miejsca.
- Gramy dalej – powiedziała i zatrzymała moją dłoń.
Nie odrzuciła jej jednak, ale powoli odłożyła. Był to wyraźny sygnał, iż moje zaloty nie dostają kosza, lecz są jedynie pohamowywane. Wpatrując się dalej w jej krocze, spojrzałem w swe karty. Nie miałem nic, więc wymieniłem cztery karty. Szybko sprawdziłem i przegrałem. Ciotka miała kilkanaście żetonów i od razu odliczyła dziesięć, by odzyskać cos ze swego odzienia. Wzięła sukienkę, ale jej nie założyła, a jedynie położyła ja na swych nogach, wciskając trochę materiału pomiędzy nie.
Nie wiem czemu, ale byłem pewien, że będzie to ostatnie rozdanie. Mój mały już jakby się trochę przyzwyczaił do wolności, ale jego moc nie słabła. Właściwie to było to trochę niesprawiedliwe, bo ona cały czas mogła patrzeć na mojego członka, a ja raz jeszcze musiałem wygrać.
Jak się ma szczęście, to do końca. Razem z moją oszukaną (szóstą) kartą dostałem trójkę. Zalicytowałem, tak by nic nie miała. Ona sprawdziła i znów musiała się pozbyć wszystkiego, a na dodatek zostało jej tylko cztery żetony.
- Pokaż mi trochę więcej – poprosiłem, gdy znów odłożyła spódnicę odsłaniając swoją szparkę – proszę.
Popatrzyła się na mnie, a potem na mojego małego. Siadła trochę wygodniej w swym fotelu z wikliny i założyła stopy na siedzenie. Jednocześnie rozłożyła je bym naprawdę mógł dokładnie wszystko obejrzeć.
Zbliżyłem się jeszcze bardziej. Wszystko miałem na wyciągnięcie ręki. Wargi sromowe cioci rozwarły się ukazując wilgotne, różowe wnętrze. Cały kipiałem. Położyłem rękę na jej kolanie i zacząłem delikatnie masować. Tym razem nie wyraziła sprzeciwu, a jedynie opuściła nogi na podłogę. Zacząłem jeździć po jej gładkiej skórze. Wokół był upał, ale jej ciało w moim odczuciu wydawało się mieć ze sto stopni.
- Przesuń się trochę – powiedziała i wstała by po chwili siąść obok mnie. Przez moment widziałem jej okrągłe pośladki.
Gdy usiadła obok mnie nic nie powiedziała tylko chwyciła za mojego małego i zaczęła regularnym ruchem ściągać mu napletek. Poczułem się jak w niebie. Mrowienie, podniecenie i uczucie, jakiego jeszcze nie znałem. Wszystko na raz uderzyło moje zmysły. Spojrzałem na nią, ale ona nie patrzyła mi w oczy, a jedynie obserwowała swoje rękodzieło. Objąłem ją ramieniem i chciałem pocałować, ale odchyliła głowę i lekko mnie odepchnęła. Sięgnąłem pomiędzy jej lekko rozchylone nogi. Przez chwile poczułem jej miękkie i delikatne owłosienie, jednak po sekundzie zabrała moją dłoń, rzucając ciche: nie.
Sięgnąłem do piersi. Na to na szczęście miałem pozwolenie. Były miękkie, przyjemne, a sutki twarde jak rodzynki. Ugniatałem je lekko, starając się być delikatnym i sprawić jej, choć trochę przyjemności, jednak dla mnie była to dawka zbyt duża.
Zacząłem jęczeć w zbliżającym się orgazmie. Ciotka wiedziała jak robić mężczyźnie dobrze. Przyspieszyła swe ruchy, a ja wygiąłem się jak sprężyna, ścisnąłem jej pierś i oddałem całą spermę na obrus i stolik.
Opadłem na kanapę ciężko dysząc. Nigdy wcześniej nie było mi tak dobrze. Ciocia wykonywała jeszcze drobne ruchy uspokajając mojego małego. Powoli zaczęło schodzić ze mnie napięcie, a mój przyjaciel tracił twardość.
Ciotka wstała i zaczęła naciągać na siebie spódnicę.
- Zadowolony z wygranej? – zapytała, choć wiadome było, że lepszej nie miałem jeszcze nigdy w życiu.
Potaknąłem głową i obserwowałem jak ciotka się ubiera. Po chwili doszło mnie z kuchni.
- Przynieś mi obrus. Trzeba go uprać.
Takie zwykłe stwierdzenie przywołało mnie do normalnego życia. Naciągnąłem spodenki, zwinąłem posłusznie zaplamiony obrus i zaniosłem go ciotce. Przez cały czas ani razu nie spojrzała mi w oczy. Tymczasem w mym organizmie nagromadziło się zmęczenie. Wstałem przecież wcześnie rano, upał był nie do zniesienia, wypiłem sporo piwa i przeżyłem najlepszy orgazm w swoim życiu. To wystarczyło, by zwyczajnie zachciało mi się spać. Poszedłem do swego pokoju i za niecałe 10 minut spałem.
*****
Obudziłem się, gdy żar dnia ustępował miejsca wieczorowi. Słońce nie prażyło już tak, ale wciąż nagrzana ziemia oddawała swoje ciepło. Zszedłem na dół, bo oprócz pragnienia czułem zwyczajny głód. Rozglądając się za ciotką, zastanawiałem się, co jej powiedzieć i jak się zachować po naszym małym zbliżeniu. Nie było jej w domu. Nadchodził wieczór, a to obok poranka, jedyna możliwa pora by móc cokolwiek zrobić w szklarni.
Obiad był gotowy. Jeszcze ciepłe mielone wraz z ziemniakami i mizerią smakowały mi jak nigdy. Zjadłem podwójną porcję i wyszedłem na podwórze. Głosy, jakie doszły mnie ze szklarni upewniły mnie w swoim wcześniejszym założeniu.
- Może coś pomogę – zaproponowałem, gdy doszedłem do ciotki i dwóch mężczyzn, prawdopodobnie wynajętych pracowników.
Przez kolejne dwie godziny nosiłem skrzynki, ziemię, nawozy i wszystko, co było potrzebne do pracy panu Tadkowi. Ten traktując mnie trochę ulgowo nie gonił mnie mocno do pracy, ale nie dawał się też wylegiwać. Przez cały czas obserwowałem ciotkę. Pracowała jakby nigdy nic, ale przy każdym naszym spotkaniu ani razu nie spojrzała mi w oczy. Było już po ósmej wieczorem, gdy skończyliśmy pracę, by udać się na zasłużony spoczynek.
- Co zjesz na kolację? – zapytała spoglądając na mnie chwilę.
Odparłem, że cokolwiek i niebawem siedzieliśmy przy stole oglądając jakiś film, jedliśmy kanapki i popijaliśmy świeżym wiejskim mlekiem. Patrzyłam na ciotkę i jej twarz wpatrzoną w telewizor.
- Masz prześliczne włosy – powiedziałem, bo dopiero teraz zwróciłem uwagę, że są naprawdę grube i szczególnie błyszczące.
Ciotka nic nie powiedziała a jedynie uśmiechnęła się, dalej obserwując akcję w telewizji. Po niemal godzinie postanowiłem wrócić na górę do siebie.
Na półce ze starymi książkami znalazłem „Przygody Tomka na Czarnym Lądzie” i trochę od niechcenia i trochę dla zabicia czasu zacząłem czytać. Ciszy zaczęły wtórować świerszcze i odgłosy włączonego telewizora piętro niżej. Słońce zaszło i w końcu nastał wieczorny, przyjemny chłód. Uczony doświadczeniem poprzedniej nocy postanowiłem zaopatrzyć się w zapas wody, więc zszedłem na dół.
Telewizor był włączony, a ciotka w tym czasie brała prysznic. Naszła mnie ochota podejrzenia jej w kąpieli. Niczym złodziej zbliżyłem się na palcach do drzwi i zacząłem nasłuchiwać. Roześmiałem się cicho, gdy usłyszałem jak ciotka nuci nieznaną mi piosenkę. Zajrzałem przez dziurkę od klucza, jednak nie zobaczyłem niczego poza ścianą kafelek. Najciszej jak potrafiłem nacisnąłem klamkę i lekko pociągnąłem drzwi. Na moje szczęście nie były zamknięte.
Stała do mnie tyłem wysmarowana pianą. Włosy zwinęła sobie w prowizoryczny kok i tylko niektóre opadały na jej plecy. Choć widziałem ją nagą kilka godzin wcześniej znów zrobiło to na mnie niezwykłe wrażenie. Wcześniej widziałem piersi, nogi i ponętną szparkę, natomiast teraz mogłem podziwiać krągłości jej pośladków. Ciotka była nieświadoma mej obecności, bo wciąż śpiewała i rozcierała gąbkę na swoich piersiach, brzuchu i udach. Za każdym razem, gdy to robiła wypinała w moim kierunku pośladki. Znów dostałem wzwodu. Jej tyłek był idealnie okrągły. Miała małe, bardzo seksowne dołeczki nad każdym z pośladków. Nogi proste z nieco bardziej umięśnionymi łydkami, po których teraz spływała piana. Wszystko wyglądało wręcz doskonale.
Szum płynącej wody, cichy śpiew i woń migdałów utworzyły coś na kształt ramy, a ciało ciotki było głównym wątkiem obrazu, jaki miałem szczęście podziwiać. Nie wiem ile to trwało, ale cały czas wpatrywałem się w jej wypięte pośladki. Pomiędzy nimi zobaczyłem ciemne owłosienie przybrane białą pianą. Niewiele udało mi się zobaczyć, do momentu, gdy ciotka sięgnęła, by wyregulować strumień wody. Wtedy zobaczyłem coś najpiękniejszego – jej różyczka pomiędzy maksymalnie wypiętymi pośladkami. Nie mogłem nacieszyć wzroku i odruchowo sięgnąłem do swego małego. Był napięty i gotowy do spenetrowania ciotki. Jedynie resztka rozsądku powstrzymała mnie od robienia sobie dobrze.
Tymczasem spektakl wydawał się kończyć, bo ciotka zaczęła spłukiwać swe ciało. Strumienie zmywały pianę pozostawiając mokrą i błyszczącą skórę. Raz jeszcze popatrzyłem na kępki włosów pomiędzy jej nogami, jednak teraz na nowo zobaczyłem mokre wargi sromowe. Wydały mi się jeszcze większe i jeszcze bardziej nabrzmiałe.
Zakręciła wodę, odłożyła słuchawkę prysznica i odwróciła się by sięgnąć po ręcznik. Zobaczyła moją głowę w drzwiach i ze strachu bądź z wrażenia aż otworzyła usta. Zakryła ręką jedną z piersi, a drugą sięgnęła między nogi.
- Co ty tu!?!
- Pięknie wyglądasz, ale powinnaś się ogolić…
- Spadaj!!! – wrzasnęła i machnęła ręką jakby chciała mnie przegonić.
Powoli odszedłem zostawiając uchylone drzwi. Widziałem jak sięga po ręcznik i szybko się nim owija. Wskoczyłem na schody i jedyne, co słyszałem to trzaśnięte mocno drzwi i chrzęst zamka. Śmiałem się sam do siebie. Dwa razy widziałem ciotkę nagą i to jednego dnia. Zapowiadał się naprawdę ciekawy tydzień.
*****
- Wstawaj! Za karę pomożesz mi w szklarni! – usłyszałem nad sobą, a w chwilę później zobaczyłem ciotkę stojącą obok łóżka z założonymi rękami na biodrach. – Szybko!
Zeszła na dół, a ja przez chwilę myślałem czy nie odwrócić się na drugi bok, ale stwierdziłem, że byłoby to zwyczajnie niegrzeczne. Jej goły tyłek był warty poświęcenia dwóch godzin snu.
- Już idę! – rzuciłem i po chwili zszedłem na dół.
Zegar wskazywał 5.30 a słońce prawdopodobnie dopiero, co wstało. Wyszedłem na werandę, na śniadanie. Czuło się jeszcze lekki chłód nocy, ale spoglądając w niebo nie było wątpliwości, że dziś znów będzie upalnie. Do pracy założyłem koszulkę i krótkie spodnie. Ciotka podobnie, miała na sobie krótkie szare szorty i koszulkę na ramiączkach. Gdyby miała przy pasie kabury z pistoletami, wyglądałaby jak Lara Croft. Włosy związała z tyłu głowy, a na nogach miała białe skarpetki i zwykłe tenisówki.
Zjadłem kanapkę, popiłem kawą i poszliśmy do szklarni. Praca nie była ciężka, trzeba było podlać chryzantemy. Wystarczyło iść z wężem i trzymać go dwie, trzy sekundy nad każdą doniczką. Niby nic, ale biorąc pod uwagę ilość doniczek, bałem się pomyśleć, kiedy to się skończy.
- Nie gniewaj się za wczoraj – zacząłem – chciałem raz jeszcze zobaczyć cię nagą.
- Nie napatrzyłeś się wcześniej?
- Nie – odparłem zgodnie z prawdą – w kąpieli wyglądasz znacznie bardziej seksownie.
Ten lekki komplement podziałał. Ciotka nic nie odpowiedziała, ale wyczułem, że nie gniewa się już tak jak wcześniej.
- Zagramy dziś w karty? – zapytałem po chwili.
- Zapomnij. – odparła szybko.
- Dzięki też za… za tego, bonusa… co mi zrobiłaś – wyjęczałem, bo czułem, że muszę to powiedzieć.
- O tym też zapomnij.
- No dobra – udawałem smutnego – ale tak dobrze to jeszcze nie miałem…
- Może przestaniesz? Zamknijmy ten temat… koniec…
Ciotka słuchając mnie czuła torturę i satysfakcję. Wtedy zrozumiałem, że z czegoś można być dumnym, a jednocześnie wstydzić się tego. Była dumna jako kobieta, ale wstydziła się jako koleżanka mojej matki i praktycznie członek naszej rodziny.
Pracowaliśmy ponad godzinę, gdy ciotka zarządziła przerwę. Wróciliśmy na werandę by wygodnie usiąść i napić się czegoś chłodnego. Jako że ciotka siadła obok mnie położyłem dłoń na jej kolanie i zacząłem ją delikatnie masować. Nie zareagowała, co pozwoliło mi posunąć się trochę dalej. Przesunąłem rękę bliżej jej krocza, sięgając do wewnętrznej części nogi.
- Nic z tego – syknęła obrażona – wczoraj powiedziałeś, że jestem nieogolona.
- A to można zmienić – odpowiedziałem i zacząłem zdecydowanie przesuwać swą rękę.
Odtrąciła ją, ale nie wstała. Zastanawiałem się ile razy jeszcze mnie odepchnie zanim pozwoli się tam dotknąć. Cierpliwości, powtarzałem sobie, nie chcesz jej przecież spłoszyć. Aby zagrać dobrego chłopaka objąłem ja ramieniem i przytuliłem do siebie. Nasze lekko spocone ciała przywarły do siebie. Ciotka nie zareagowała, a wręcz wydawało mi się, że jej głowa przez chwile przechyliła się w moim kierunku.
- To dużo jeszcze tego podlewania nam zostało? – zapytałem i jednocześnie położyłem dłoń na jej biodrze.
- Nie dużo, za niecałe dwie godziny powinniśmy skończyć.
- A co potem?
- Potem mamy wolne.
Ścisnąłem brzeg pośladka. Ciotka lekko oparła się o moje ramię, jednocześnie trochę odwracając w drugą stronę. Gładziłem jej udo, uważając by nie sięgnąć do miejsc, które uważała za zakazane. Sięgnąłem na jej brzuch. Był zadziwiająco twardy i płaski. Ciotka nie miała tam praktycznie żadnego sadełka. Gładziłem go jeszcze przez chwilę, po czym sięgnąłem pod koszulkę. Skóra była ciepła i miła w dotyku. Gdybym szybko sięgnął w dół, moje palce powinny dotknąć tego miejsca, a już na pewno zahaczyłbym o włosy łonowe.
- Widzę, że odpocząłeś. – stwierdziła i szybko wstała.
Po chwili zamiast jej ciała miałem w rękach zimnego węża pompującego wodę. W szklarni zaczynało się robić coraz goręcej. Spojrzałem na zegarek i nie wierzyłem – dochodziła ósma, a z nas zaczynało się lać. Ciotka zaczęła mnie poganiać. Ściągnąłem koszulkę i ze zdwojoną siłą zabrałem się do pracy. Spojrzałem na ciotkę ona także zdjęła koszulkę.
- Ładnie wyglądasz. – stwierdziłem i bezceremonialnie wpatrywałem się w jej stanik.
Biały materiał szczelnie opinał te wspaniałe półkule. W momencie, gdy ciotka się trochę nachylała jej piersi wydawały się jeszcze większe i bardziej okazałe. Pomimo iż uwijałem się jak tylko mogłem, to znajdywałem jeszcze chwile by wpatrywać się w jej piersi.
Po niecałej godzinie skończyliśmy i wróciliśmy na werandę. Byliśmy przepoceni, zmęczeni, ale zadowoleni z wykonanej pracy. Ciotka przyniosła piwo. Siedzieliśmy na kanapie wpatrzeni w trawę na podwórzu i szklarnie, w których przed chwilą pracowaliśmy.
- To teraz dziewczyny się tam golą? – zapytała znienacka.
- Wszystkie – odpowiedziałem od razu jakbym był ekspertem w tej dziedzinie.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, o co naprawdę ciotka mnie zapytała. Treść pytania podziałała na mnie z opóźnionym zapłonem i jeśli powtórzyłaby je teraz, nie odpowiedziałbym niczym więcej jak otwarciem ust i głupim mruczeniem.
Przyczyną tego było to, iż wciąż byłem prawiczkiem, a ona była pierwszą kobietą, jaką widziałem nagą. Jednak wówczas nie chciałem się do tego przyznać, uznając to za swego rodzaju ujmę.
Zaczynałem sobie wyobrażać ciotkę nagą bez włosków w tym miejscu. Moje hormony znów zaczęły szaleć, a temperatura ciała zamiast opadać wzrastała. Moje wizje zostały nagle przerwane, bo ciotka bez słowa wyszła. Myślałem, że poszła po kolejne piwo, ale się myliłem. Nie minęła minuta jak usłyszałem szum wody w prysznicu. Z naiwnością dzieciaka podszedłem pod drzwi w nadziei ponownego ujrzenia jej ponętnego ciała.
- Ha ha ha… nic z tego – usłyszałem zza drzwi, gdy starałem się je otworzyć.
Wróciłem niepyszny na werandę z kolejnym piwem w ręku i rozkojarzonymi myślami. Siadłem, ale po kilku minutach przyjąłem wygodniejszą postawę i zasnąłem.
Obudził mnie głos należący do jakiegoś mężczyzny. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem księdza. Przecież to nie czas na kolędowanie, przeszło mi przez myśl. Jak się później okazało, proboszcz pobliskiej parafii był księdzem z prawdziwego zdarzenia. Odwiedzał swoich parafian bardzo często i nie po to by zbierać datki, ale by pomagać w organizowaniu sąsiedzkie współpracy. Często widywano go w polu wraz z najbiedniejszymi parafianami, gdzie razem z nimi zwyczajnie pracował. Nie było mu obce powożenie koniem, jazda na snopkach czy rozrzucanie gnoju. Dziś odwiedził ciotkę i dał się namówić na zjedzenie drobnego posiłku.
Ciotka z szybkością błyskawicy przygotowała makaron i sos ze świeżych pomidorów z dodatkiem bazylii. Rozdała talerze i zaczęliśmy jeść. Ksiądz był naprawdę sympatycznym i bardzo miłym człowiekiem. Pierwsze, co w nim się widziało to bardzo grube okulary osadzone na bardzo małym nosie. Lekko uśmiechnięte usta rzadko kiedy się zamykały, bo cały czas miał coś do opowiedzenia. Twarz i policzki miał okrągłe, co w połączeniu z tuszą dawało obraz sympatycznego grubaska.
Rozpoczynał właśnie jedną ze swoich historii, kiedy mi przyszedł do głowy iście szatański plan. Jako że siedziałem obok ciotki na kanapie, a ksiądz był po drugiej stronie postanowiłem to trochę wykorzystać. Odległość stołu, długi obrus i wyraźnie widoczna wada wzroku ośmieliła mnie do działania.
Ciotka miała na sobie kremową spódnicę sięgająca kolan i zwykłą jasnożółtą koszulkę. Pochylając się nad swoim talerzem złapałem ją za kolano. Drgnęła i momentalnie złapała mnie za rękę. Prawą ręką powoli, a wręcz ślamazarnie, jadłem swój makaron, a lewą walczyłem z ciotki ręką.
- Nie jesz? – zapytał ksiądz, widząc, że ciotki ręka zamiast na widelcu spoczywa gdzieś pod stołem.
W odpowiedzi ciotka podobnie jak ja nachyliła się nad stołem i zaczęła jeść. Ja za to powoli centymetr po centymetrze odkrywałem jej nogi. Broniła się co prawda swą lewa ręką, ale ja byłem znacznie silniejszy i sprytniejszy. Materiał był rozciągliwy, co stanowiło dla mnie korzyść. Pomimo iż ciotka kurczowo trzymała krawędź swej spódnicy przy kolanie to ja i tak mogłem sięgnąć prawie do majtek. Jeździłem po jej nodze w górę i w dół, podczas gdy ksiądz cedził kolejną opowieść. Ciotka starając się nawiązywać rozmowę dodawała czasem: tak, oczywiście lub po prostu potakiwała swemu duszpasterzowi.
W końcu poddała się. Podparła brodę na swych splecionych dłoniach i rozmawiała z księdzem. Ja za to zacząłem przechodzić do bardziej interesujących części jej ciała. Wewnętrzna część uda była taka mięciutka i taka delikatna. Przesuwałem dłoń powoli w górę i w dół, podczas gdy nogi ciotki zaczęły się powoli rozjeżdżać. Nie broniła już mi dostępu do swojej szparki. Sięgnąłem tam i poczułem gładkie majtki. Mój członek momentalnie zareagował. Zacząłem gładzić to gorące miejsce cały czas wpatrując się w gadającego księdza. Naciskałem coraz mocniej wyczuwając jej wargi sromowe.
- Może dokładkę? – zapytała ciotka i wstała, co niestety zmusiło mnie do zabrania ręki.
- Nie… nie trzeba – odpowiedział ksiądz – ale herbaty to bym się chętnie napił.
Ciotka zniknęła w kuchni, a ja musiałem odpowiedzieć na standardowe pytania: ile mam lat, gdzie się uczę i co zamierzam w przyszłości.
Po chwili wróciła z trzema szklankami i zajęła swoje poprzednie miejsce. Od razu zabrałem się do roboty. Ponownie podwinąłem spódnicę i sięgnąłem do majtek. Gładziłem ją jakiś czas, gdy nagle postanowiłem zajrzeć dalej. Sięgnąłem za krawędź majtek i przesunąłem je na bok. Zareagowała ściśnięciem nóg, ale ja już byłem po drugiej stronie.
Doznałem szoku, bo nie poczułem nawet jednego włoska. Natrafiłem na gładziutkie ciało i to miejsce, gdzie zaczyna się szparka kobiety. Ledwo mogłem poruszać dwoma palcami, ale i tak poczułem tę niezwykłą miękkość i ledwo wyczuwalną wilgoć. Daleki byłem jeszcze od jej wnętrza, ale domyślałem się, że wkrótce mogę sięgnąć i tam.
- Mówiłeś księdzu, gdzie będziesz studiował? – zagadnęła ciotka próbując odwrócić nieco moją uwagę.
- Już mówił – uprzedził mnie ksiądz, a w oczach ciotki zobaczyłem jakby odcień rezygnacji.
Odetchnęła głęboko i znów lekko uchyliła swe nogi. Byłem w niebie. Końce moich palców gładziły jej golutka, dokładnie wydepilowaną skórę. Poczułem przedsionek jej wnętrza. Miałem tam tylko trzy palce, ale moje opuszki za każdym ruchem zdobywały kolejne milimetry. Nogi ciotki rozjechały się jeszcze szerzej – zdobyłem kolejny bastion.
Tymczasem poczułem tą wilgoć w jej właściwym wnętrzu. Była mięciutka, lepka, a przy tym bardzo przyjemna. Jeździłem swym środkowym palcem w górę i w dół, a właściwie to on ślizgał się na jej sokach. Zaczynałem uczyć się kobiecej anatomii. Pierwszy raz dotykałem kobietę w tym miejscu, ale instynktownie wiedziałem, gdzie należy skierować palec i jak nim poruszać.
Ciotka znów mocniej odetchnęła. Odczuwała przyjemność, ale nie mogła się z nią afiszować przed naszym gościem. Znów na mnie spojrzała, a ja w jej wzroku zobaczyłem odrobinę mglistości i zapomnienia. Mój palec rozpoczął coraz głębsze zatapianie się w jej myszce. Coraz szybsze i coraz mocniejsze ruchy upodabniałem do tych, jakie wykonuje członek. Oddech ciotki stał się coraz mniej regularny. Momentami miała ochotę jęknąć, ale tylko zaciskała usta, przerywała oddech i zaciskała nogi, by po chwili znów je rozchylić.
- A jak w szklarniach? – zapytał ksiądz.
- Wszystko w porządku – odpowiedziała ciotka, ale w jej głosie dało się wyczuć pewne zdenerwowanie i nieregularność.
- Pewnie masz mnóstwo z tym pracy… – ksiądz gadał dalej, a ciotka potakiwała.
Jeszcze bardziej nachyliła się nad stołem, a jej biodra zaczęły wykonywać delikatne ruchy w przód i w tył. Czułem jakby chciała jeszcze mocniej nadziać się na mój palec. Swobodę moich ruchów blokowały majtki. Owszem były z boku, ale cały czas napierały na jej płatki i co kilka ruchów próbowały wrócić na swoje miejsce.
Złapałem za delikatny materiał i pociągnąłem w kierunku stołu. Ciotka siedziała i chyba zrozumiała, o co mi chodzi. Sięgnęła ręką by mnie powstrzymać, ale ja już obmyśliłem plan. Wyjąłem rękę z jej krocza i powoli sięgnąłem w kierunku biodra.
- Za rok, albo dwa pasowałoby zrobić w kościele remont, zwykłe malowanie, ale już się boję jak to zorganizujemy… – ksiądz gadał swoje i byłem pewien, że jest całkowicie nieświadomy tego, co dzieje się pod stołem.
Tymczasem moja dłoń jechała po ciotki udzie zbliżając się do biodra. W końcu do nich dotarłem. Krawędź majtek była dokładnie tam gdzie powinna. Zaczepiłem palec na brzegu i pociągnąłem. Zwijałem materiał niby żagiel sięgając coraz bliżej pośladka. Złapałem w końcu za całość i ze sporą siłą ciągnąłem odsłaniając coraz więcej tyłka.
Ciotka zaczęła się powoli wiercić, ale zrozumiałem, że nie miało to mi przeszkodzić, ale ułatwić zadanie. Uniosła lekko swój prawy pośladek, a ja sięgnąłem jak najgłębiej potrafiłem, by jak najwięcej jej tyłka uwolnić od majtek. Gdy doszedłem do połowy opór materiału nie pozwolił posunąć się dalej.
Spojrzałem na ciotkę, ale ona nie reagowała wpatrzona w księdza. Sięgnąłem znów do krocza. Tu majtki były już poluzowane. Znów zacząłem je zwijać i wyciągać w kierunku stołu. Powolną pracą zdobyłem większość materiału, jaki jeszcze przed chwila spoczywał na jej tyłku. Znów poczułem opór i zdałem sobie sprawę, iż problemem będzie jej lewe biodro. Nie mogłem sięgnąć tak daleko nie wzbudzając podejrzeń. Zastanawiałem się, co zrobić?
Z pomocą przyszła mi sama ciotka. Zobaczyłem jak powoli sięga do swego lewego biodra i podobnie jak ja ściąga materiał ze swej pupy. Spojrzała na mnie, jakby chciała powiedzieć „Proszę – weź je”.
Wróciłem do swoich poprzednich zajęć. Teraz systematycznie zsuwałem majtki w kierunku kolan. Sięgałem pod nogę, nad nogę, między nie i za każdym razem przeciągałem kolejne centymetry. W końcu je zdjąłem. Ciotka miała teraz majtki na udach, a ja jednym wolnym ruchem sprawiłem, iż stanęły na kolanach. Chwile po tym opadły na jej kostki. Ksiądz dalej gadał, a ciotka dalej mu przytakiwała.
Celowo zrzuciłem sztućca na podłogę i sięgając po niego złapałem jej majtki. Ciotka posłusznie wyjęła z nich nogi i oparła obok. Swoje ciężko zdobyte trofeum umieściłem dyskretnie w kieszeni. Znów zagościłem między jej nogami. Była jeszcze gorętsza i jeszcze bardziej mokra. Mój palec mógł swobodnie się przemieszczać i drażnić jej wnętrze. Znów zaczęła nierówno oddychać i powstrzymywać drobne jęki.
- No, chyba będę się już zbierał – stwierdził ksiądz i wstał.
Ciotka momentalnie wstała, a ja straciłem kontakt z jej ciałem. Odprowadziła księdza do bramy i wróciła do domu. Czekałem na nią w przedpokoju. Stanąłem przy futrynie gotowy zaatakować, jak tylko przekroczy próg.
- Mam cię!
Złapałem ją od tyłu, gdy tylko weszła do środka.
- Przestań! – syknęła, ale bez żadnej nuty przekonania.
Zacząłem gryźć i całować jej szyję i kark. Próbowała się trochę opierać, ale nie miała ze mną szansy. Trzymałem ją mocno i zacząłem sięgać w kierunku jej słodkiej dziurki. Lewa ręka przytrzymywała ciotkę, a prawa podwijała spódnicę. Miała ściśnięte nogi, więc dotykałem tylko tej delikatnej skóry i krawędzi tego słodkiego miejsca. Zacząłem masować to, na co mi pozwalała jednocześnie wpijając się jeszcze mocniej w jej kark, szyję i policzki.
- Przestań, mówię! – jej głos mieszał się z coraz szybszym oddechem i coraz większym zmęczeniem.
Zaczynała słabnąć. Wykorzystałem to i zaciągnąłem na kanapę w jadalni. Upadłem na nią, przygniatając ja swym ciałem. Przez chwilę miała okazje poczuć, jak mocno naprężony jest mój mały. Ciężko dyszała, a ja postanowiłem zmienić obiekt swego zainteresowania. Oparłem się o jej plecy, a nogami przykryłem jej nogi. Jednym ruchem podciągnąłem spódnicę ukazując nagie pośladki.
- Przestań! – powtarzała, ale ja nie miałem najmniejszego zamiary przestawać.
Sięgnąłem do tych jędrnych śliczności. Były twarde, ale gładkie jak jedwab. Zacząłem je pieścić, ściskać i poklepywać. Ręce broniącej się ciotki zostały momentalnie ubezwłasnowolnione. Zajrzałem między pośladki, ale ciotka skutecznie je zwierała blokując mi dostęp do jej wnętrza.
- Tomek, proszę cię…
Nic to jej nie pomogło, a ja wpadłem, jak się okazało, na genialny pomysł. Zacząłem ciotkę łaskotać. Rzucała się na łóżku, jęczała, śmiała się, dyszała i prawie krzyczała.
- Już nie mogę… przestań – błagała, jednocześnie śmiejąc się i podejmując ostatnie próby uwolnienia się.
- Wypnij tyłek, to cię puszczę – skłamałem.
- Przestań… zrobię ci dobrze! – zajęczała.
Ciotka zmieniła taktykę. Wiedziała, że nie wygra, więc postanowiła uwolnić się za pomocą rozejmu.
- Masz mi zrobić laskę! – szepnąłem do jej ucha.
- Nie… Ręką ci zrobię…
Nie dokończyła, bo zacząłem kolejny jeszcze gwałtowniejszy i szybszy pokaz łaskotania. Ciotka się chichotała, jęczała i jeszcze mocniej dyszała. Wiedziałem, że nie jestem jej w stanie zaliczyć, ale widoki na obciąganie miałem jak najbardziej poważne. Po jakiś dwóch minutach skapitulowała.
- Dobrze… już dobrze.
Puściłem ją i siedliśmy obok siebie tak samo zdyszani, ale mocno uśmiechnięci. Nagle ciotka zerwała się do ucieczki. Chciała zamknąć się w łazience, ale udało mi się dopaść ją przed samymi drzwiami. Znów złapałem ją wpół i znów zaciągnąłem na tą samą kanapę.
- Będę cię łaskotał, dopóki tego nie zrobisz!
- To nie prośba, to gwałt… – wydyszała jednocześnie śmiejąc się.
Łaskotałem ją a jednocześnie zadarłem jej spódnicę i sięgnąłem między nogi. Dalej się broniła i dalej nie pozwalała mi na swobodę. Liczyłem na laskę, więc siadłem na jej brzuchu, wrzucając sobie jej ręce pod nogi. Moje spodenki nie miały rozporka, ale były na tyle rozciągliwe, że byłem w stanie wyjąć swego naprężonego małego.
- O nie – zajęczała ciotka, gdy zacząłem się zbliżać do jej twarzy.
Po chwili mój członek był na wysokości głowy, a ona mogła jedynie ją odwrócić.
- Zejdź ze mnie! – rozkazała, na co ja odpowiedziałem kolejną porcją łaskotek.
Rzucała się i wiła, ale nie była w stanie nic zrobić.
- Otwórz buzię. – poprosiłem – aaa… – dodałem udając lekarza badającego gardło.
Przestałem łaskotać i nakierowałem małego na jej szyję. Ciotka oddychała głęboko i wyraźnie była zmęczona.
- Za chwilę… – poprosiła, choć nie wiedziałem czy zamierza to zrobić.
Odetchnęła kilka razy jakby miała wypić coś mocnego, wygięła szyję i objęła mego żołędzia ustami. Zaczęła miarowo poruszać głową, a ja poznałem kolejne najprzyjemniejsze uczucie pod słońcem. Jej język drażnił dół mego żołędzia a usta obejmowały górę i ssały.
- O tak… dobrze – jęczałem, a ciotka nieprzerwanie pieściła mego małego.
Zamknąłem oczy i jedyne co słyszałem, to krótkie cmoknięcia świadczące o tym, iż ciotka naprawdę mocno mnie ssała. Nie mogła używać do tego ręki, gdyż każda z nich spoczywała pod moimi nogami. Pracowała tylko głową.
- Spójrz na mnie – powiedziałem.
Ciotka przerwała i spojrzała na mnie z jakimś wyrzutem, nie wiedziałem, o co jej chodzi, więc szybko dodałem.
- Jesteś taka śliczna!
- Co ty nie powiesz – zakpiła.
Mój mały błyszczał się od jej śliny. Złapałem go i ponownie nakierowałem na jej usta. Znów na mnie spojrzała, ale ponownie otworzyła buzię i znów zaczęła ssać. Byłem bliski finału i nie wiedziałem czy mogę skończyć w jej ustach, ale jednocześnie nie chciałem przerywać tych nieziemskich pieszczot.
- Wstań. Jest mi bardzo niewygodnie. – powiedziała ciotka.
Zszedłem z niej i stanąłem obok kanapy. Jednym ruchem ściągnąłem majtki wraz ze spodenkami i stanąłem nad nią, jakbym bał się, że znów będzie chciała uciec. Ciotka siadła przetarła sobie kark i otworzywszy oczy zobaczyła mojego małego maksymalnie naprężonego w odległości jedynie kilku centymetrów od jej twarzy.
- Jak będziesz kończył, to powiedz.
Potaknąłem głową, a ciotka złapała mego małego w swoją rękę i włożyła sobie do ust. Znów jęknąłem, tym razem mój członek znikał w jej ustach niemal do połowy. Dodatkowa praca ręką potęgowała doznania. Podczas, gdy jedna pomagała w obciąganiu, druga zaczęła gładzić mój pośladek. Był napięty i zapewne bardzo twardy. Ciotka zamruczała z aprobatą, nie wyjmując mego małego z ust. Złapałem za jej głowę i delikatnie dociskałem w momencie, gdy połykała mego małego.
Poczułem przypływające ciepło i mrowienie. Zbliżałem się do końca.
- Już!!! – jęknąłem osiągając szczyt.
Ciotka wyjęła członka z ust i zintensyfikowała pracę ręką. Kontem oka zobaczyłem, że zasłoniła się drugą dłonią, podczas gdy ja wypluwałem z siebie nasienie. Wykonałem kilka ruchów biodrami jakbym chciał na powrót wepchać go do jej ust. Opadło napięcie, a ja poczułem słabość w nogach. Opadłem na kanapę obok niej i głęboko oddychałem.
Ciotka tymczasem zniknęła w łazience, a mi nie chciało się nawet ubierać. Leżałem wpatrzony w sufit i naprawdę nie myślałem o niczym.
- Może byś się ubrał – powiedziała, gdy wróciła po kilkunastu minutach.
Gdy naciągałem leniwie swoje majtki, zapowiedziała, że musi jechać do miasta załatwić jakąś ważną sprawę. Po chwili usłyszałem silnik poloneza i poczłapałem do swego pokoju.
Ciotka wróciła wieczorem. Zjedliśmy kolację i niewiele później poszedłem spać. Rano czekała nas praca, a ja w duchu zastanawiałem się, czy jutro będzie dniem, w którym nie będę już prawiczkiem.
*****
Obudziły mnie grzmoty. Minęła czwarta rano, gdy nad wioską rozpętała się burza. Szum wiatru i opadających kropel przerywany był błyskami i hukiem piorunów. Wiatr poruszał firanką i wprowadzał chłodne, wilgotne powietrze. Gdy burza się uspokoiła ponownie zasnąłem, ale na krótko.
- Wstawaj – głos ciotki był zupełnie inny od tego, jaki zapamiętałem z dnia poprzedniego.
Posłusznie zwlokłem się z łóżka i zszedłem na śniadanie. Identyczny schemat – kanapki, kawa a potem praca. Dziś było zdecydowanie chłodniej. Deszcz już nie padał, ale kałuże jeszcze pozostały i wszędzie czuło się wilgoć, chłód i zjonizowane powietrze. Dziś praca była wyjątkowo łatwa i przyjemna. Musieliśmy jedynie porozstawiać doniczki, tak by robotnicy, którzy przyjdą później mogli je ponapełniać ziemią i sadzonkami. Skończyliśmy w ciągu godziny.
Wracając do domu objąłem ciotki biodro i przytuliłem do siebie. Kilkanaście kroków szliśmy jak para zakochanych. Siedliśmy na werandzie, a ja zdałem sobie sprawę z ciekawego paradoksu. Pomimo, iż ciotka była przyczyną dwóch moich orgazmów, to ani razu jej nie pocałowałem. Zbliżyłem się do niej, położyłem rękę na jej twarzy i delikatnie przysunąłem do swoich ust.
- Nie – powiedziała spokojnie, jednocześnie odwracając głowę.
Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Wczoraj zmusiłem ją do zrobienia mi laski, a dziś te same usta nie chcą mnie zwyczajnie pocałować. Teraz się z tego śmieję, bo żałosne było, jak mało wówczas wiedziałem o kobietach.
- Muszę załatwić pewne sprawy – rzuciła i zerwała się z kanapy.
Po chwili przebrana w dżinsy i świeżą koszulkę odjechała. Ja tymczasem poczułem zwykły smutek, bo zdałem sobie sprawę, że naprawdę postąpiłem źle. To było dziwne uczucie. Nie miałem wyrzutów sumienie za wszystko, co zrobiłem w poprzednich dniach, a jedynie za ten jeden gest. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że dla kobiety pocałunek jest czymś szczególnym i czymś intymnym, czego nie można brać siłą.
Mijały godziny, a ja nie wiedziałem, co ze sobą zrobić, włóczyłem się po domu i wokół niego. Obszedłem nawet sporą część szklarni, ale dalej coś siedziało w mojej głowie. Wróciłem na werandę i zacząłem pić piwo. Po pierwszym czułem jeszcze większą złość, ale kolejne dwa uspokoiły mnie i utwierdziły w przekonaniu, że jedynie rozmowa z ciotką może wyjaśnić nieporozumienie.
Tymczasem około jedenastej chmury zniknęły, a słonce znów zaczęło prażyć. Przed pierwszą nie było już śladów po kałużach i nocnym deszczu. Znów robiło się gorąco jak w piekle, a ja kończąc kolejne piwo poczułem senność. Po raz kolejny doceniłem komfort kanapy z werandy i ułożywszy się nieco wygodniej, zasnąłem.
Obudziłem się po niecałej godzinie, gdy ciotka znosiła zakupy z samochodu. Podskoczyłem jej pomóc. Oprócz zwykłych zakupów była tam skrzynka regionalnego piwa. Uśmiechnąłem się do siebie niosąc spory zapas naszego ulubionego trunku. Zaproponowałem, że pomogę ciotce w przygotowaniu obiadu. Ta się zgodziła i już po chwili kroiłem warzywa.
- Przepraszam za dziś rano – wydukałem, po chyba setnej powtórce tego zdania we własnej głowie.
- Nie ma, o czym rozmawiać – rzuciła ciotka.
Choć jej głos wydał się naprawdę obojętny, to wyczuwałem, że nie do końca jest tak, jak mówi.
Po godzinie zaczęliśmy jeść i dopiero w tej chwili zobaczyłem, że przygotowywałem z ciotką leczo. Było smaczne, choć mi po głowie chodziły zupełnie inne rzeczy niż obiad. Ciotka bezbłędnie wyczuła moje strapienie i rozładowała napięcie jednym stwierdzeniem.
- Tomku, nie przejmuj się tym jak się dziś zachowałam – powiedziała ciotka, zbierając ze stołu naczynia – zrzuć to na karb nieokiełznanej i nieodgadnionej kobiecości.
Tak to szczera prawda. Chyba tak naprawdę żaden mężczyzna na świecie nie zbliżył się do tajemnicy, jaka jest umysł kobiety. Fizyka kwantowa i teoria względności będą chyba łatwiejszymi do zrozumienia.
- Czasami kobieta pozwala na więcej, a czasami na nic – ciągnęła ciotka – a dziś rano nie miałam ochoty na zupełnie NIC!
Ostatnie słowo było wypowiedziane wyjątkowo dobitnie, ale jednocześnie było też okraszone uśmiechem i szczerym spojrzeniem. Wówczas rozwiało to moje wątpliwości i na nowo pozwoliło cieszyć się latem i pobytem na wsi. Nie muszę chyba dodawać, że po takich doznaniach i przy takiej kobiecie, głowa mogła naprawdę rozboleć.
Po godzinie siedzieliśmy znów na werandzie i rozmawialiśmy tak swobodnie i luźno, że nie było możliwości o jakimkolwiek konflikcie. Do wieczora czas zleciał nie wiadomo, kiedy, a ciotka zapowiedziała, że na 20.00 ma zarezerwowany czas na film.
Wraz z wieczornym chłodem i akompaniamentem świerszczy rozpoczęliśmy oglądać wieczorny film. Była to „Casablanca” jeden z najbardziej romantycznych filmów w historii kina. Wówczas był to pierwszy raz, kiedy go oglądałem. Nie dziwiłem się, że ciotka chce go obejrzeć, więc usiadłem z nią przed telewizorem i zajadając paluszki wpatrywaliśmy się w ekran.
Na koniec ciotka oczywiście płakała, a mnie przeszło przez myśl jedno: Czy naprawdę wszystkie historie miłosne muszą się kończyć źle? Dla rozładowania napięcia i przeciągnięcia dalszej rozmowy, wypiliśmy jeszcze po piwie. Ciotka poszła się wykąpać, a ja wpatrywałem się w telewizor, zastanawiając się czy po tak wzruszającym filmie, mógłbym ją wykorzystać.
Wróciła po kwadransie w szlafroczku, którego jeszcze nie widziałem. Seledynowy frotte sięgał do połowy jej ud, a ja od razu przypomniałem sobie jej krągłe pośladki.
- Czas spać – powiedziała i ruchem głowy wskazała drzwi.
- A może spałbym tutaj – zaproponowałem.
Ciotka tylko pomachała przecząco głową.
- To pokaż mi się naga – nalegałem.
- Nie, bo zaraz będziesz chciał czegoś więcej…
Miała rację, nie poprzestałbym na oglądaniu.
- Jutro mamy wolne, nie będzie nic do roboty – stwierdziła jakby do siebie – będę chciała się trochę poopalać.
- To może wysmaruję cię olejkiem? – zaproponowałem.
Zrobiła minę, w której zobaczyłem lekceważenie z lekką nutką zainteresowania.
- Przysięgam, że nie zrobię niczego, na co nie będę miał zgody – wypaliłem.
Ciotka jakby ważyła moje słowa, a następnie spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
- Jeśli potrafisz dotrzymać słowa to znaczy, że masz szanse być prawdziwym mężczyzną. Jeśli nie… to zawsze będziesz chłopcem.
Wpadłem we własne sidła. Po czymś takim nie mogłem złamać swego słowa. Jeszcze kilka sekund temu miałem taki zamiar, ale teraz… teraz musiałem się zachować. Chodziło w końcu o mój honor.
- Dobrze. Przysięgam, że nie zrobię niczego, na co mi wyraźnie nie pozwolisz. – dla podniesienia rangi mych słów uniosłem dwa palce.
Ciotka się uśmiechnęła w taki sposób, że trochę się przestraszyłem. Wyraz szelmowskiej zemsty – to było coś, co zobaczyłem w tych roześmianych oczach.
- W łazience na szafce jest olejek do opalania – powiedziała.
Gdy wróciłem ciotka leżała na brzuchu, a szlafrok zasłaniał jej tyłek.
Siadłem na niej i zacząłem rozsmarowywać olejek. Był bardziej wodnisty niż się spodziewałem, a skóra prawie w ogóle go nie chłonęła. Po chwili jeździłem rękami po jej plecach z góry na dół bez dodawania, choć kropli cieczy. Ciotka najwyraźniej czerpała z tego przyjemność, bo nic nie mówiła jedynie oddychała głęboko z lekkimi westchnieniami. Po kilku minutach poczułem lekkie zmęczenie.
- Może wystarczy? – zapytałem.
- Już ci się znudziło? – jej głos zakpił ze mnie – A taki byłeś chętny.
Znów mnie pokonała. Teraz nie tylko duma, ale i ambicja zostały nieźle urażone. Postanowiłem sobie, że choćbym miał masować ją przez pół nocy, a moje ręce miałyby odpaść, to nie zejdę z niej dopóki sama tego nie powie.
Masowałem jej kark, ramiona i plecy. Wydawało mi się, iż jej ciało stało się jeszcze gładsze i jeszcze bardziej miękkie. Na czole poczułem pot, ale nie przestawałem. Nie mogła wygrać tego pojedynku.
- Dobrze, wystarczy – powiedziała w końcu – teraz wysmaruj mnie z przodu.
Nie wiedziałem, co to miało oznaczać. Zszedłem z niej, a ciotka odwróciła się na plecy i ściągnęła z siebie cały szlafrok. Była całkowicie naga i chyba by siebie i mnie nie krępować, zamknęła oczy.
- Wysmaruj mi całe ciało… Postaraj się być delikatny…
Mój mały podskoczył. Jej piersi nie wydawały się takie duże. Leżały teraz spokojnie i świeciły swymi sutkami. Nabrałem olejku na rękę i zacząłem gładzić brzuch ostrożnie mijając okolice piersi i podbrzusza. Poruszając rękami wpatrywałem się pomiędzy jej nogi. Była doskonale gładka, bo nie byłem w stanie dostrzec żadnego włoska. Rozcięcie jej muszelki zaczynało się zaraz przy złączeniu nóg, a ciotka celowo je zacisnęła, bym nie zobaczył zbyt wiele.
- Wysmaruj mi też piersi – powiedziała i podłożyła sobie ręce pod głowę.
Dolałem olejku i zacząłem masaż tej części ciała. Były takie miękkie, takie przyjemne, iż byłem bliski wybuchu. Teraz zrozumiałem jej szelmowski uśmiech i scenariusz reszty wieczoru. Ja będę się pocił i odbywał torturę, a ciotka odbierze przyjemność i zabawę. Tymczasem dalej robiłem swoje. Ślizgałem palce i dłonie po jej ciele wyczuwając piersi, żebra, gładki brzuch i pępek. Zacząłem swoje małe gierki. Drapałem ją delikatnie opuszkami palców, klepałem, a przede wszystkim masowałem i lekko ściskałem.
- Teraz nogi.
Znów olejek i znów to samo. Teraz byłem jeszcze bliżej jej gniazdka. Gładząc uda wpatrywałem się w jeden punkt. Jej wargi sromowe były lekko różowe i swoją małą okrągłością odstawały od ciała na podbrzuszu. Znów zacząłem jeździć od końców jej stóp po biodra i brzuch. Zacząłem też smarować zewnętrzne i wewnętrzne części ud i bioder. Ciotka wyczuwając to rozstawiła nogi na tyle bym mógł dotrzeć do wnętrza jej nóg.
Ujrzałem jej myszkę niemal w całej okazałości. Spod tych pulchnych warg wystawały te mniejsze, bardziej różowe. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, gdzie jest wejście do wnętrza kobiety, ale nie mogłem doczekać się jednego. Kiedy będę się mógł o tym przekonać?
W środku po prostu kipiałem. Zamknąłem oczy i masowałem ciotkę nie patrząc na jej nagie ciało. Niestety to nie zmieniło niczego, wyobraźnia nadrabiała wzrokowe braki.
- Wysmaruj mnie między nogami, ale tylko na wierzchu.
- Jak to? – zapytałem nie rozumiejąc do końca, o co jej chodzi.
- Zwyczajnie. Pomasuj mnie tam, ale nie wpychaj paluchów do środka… Jesteś w stanie tego dokonać?
Znów wyzwanie, które znów musiałem podjąć. Kolejna dawka olejku wylądowała na skórze zaraz przed tym szczególnym miejscem. Ciotka rozłożyła jeszcze szerzej nogi. Wargi uchyliły się pokazując małą szparkę.
Samymi palcami zacząłem rozsmarowywać olejek. Jej szparka była gorąca i gładka. Teraz pod palcami przekonałem się, że nie ma tam nawet jednego włoska. Co więcej, nie wyczułem żadnego odrastającego. Naprawdę była idealnie gładka. Jeździłem całą dłonią z lewa na prawo i z góry na dół. Tłusty olejek wręcz zachęcał do wejścia w jej środek, ale ja pomny swej obietnicy, nie robiłem nic prócz gładzenia. Moje palce same wpadały pomiędzy jej wargi wydobywając jej wewnętrzny śluz. Zmieszał się on z olejkiem i jeszcze bardziej zachęcał do zagięcia palca i umieszczenia go wewnątrz.
Ciotka westchnęła. Chyba było jej dobrze, bo zaczęła mocno oddychać.
- Wystarczy… teraz plecy – powiedziała i z ciężkim oddechem odwróciła się na brzuch.
Zacząłem od pleców, ale już po chwili dostałem kolejne polecenie.
- Wysmaruj mi tyłek.
Z moim małym nie mogło już być gorzej. Napierał na spodenki i wylał już chyba wszystkie wstępne płyny, jakie natura przewidziała do współżycia.
- Siądź mi na nogach – powiedziała, gdy poczuła pierwsze krople olejku.
Zrobiłem jak poprosiła. Zacząłem masować jej piękne, okrągłe półkule. Jej tyłek był taki miękki i tak niesamowicie przyjemny w dotyku, że chciałem go pogryźć. Przesuwałem ręce, kciukami sięgając coraz głębiej pomiędzy pośladki. Zobaczyłem jej obydwie dziurki. Pupa wyglądała jak małe brązowe słoneczko, a zaraz poniżej rozpoczynał się jej kwiat.
Nalałem dodatkową porcję olejku celując w ten przepiękny rowek. Było go już tam znacznie za dużo. Moje palce wręcz się w nim kąpały, a reszta ciała błyszczała od nadmiaru wilgoci.
- Posmaruj mnie trochę w środku – westchnęła, jednocześnie wypinając mocniej tyłek – pamiętaj, bądź delikatny.
Tyłek ciotki nabrał jeszcze większej okrągłości. Pośladki otworzyły się ukazując jeszcze dokładniej swoje wnętrze. Wargi ciotki rozchyliły się, jakby oczekiwały na pocałunek, a dziurka pupy błyszczała olejkiem i kusiła, by ją dotykać.
Zjechałem palcem wzdłuż zagłębienia i przyłożyłem go między nabrzmiałe i czerwone wnętrze. Palec zapadł się do środka… nie, on został pochłonięty i niemal wciągnięty do jej wnętrza. Zanurzyłem palec do połowy. Ciotka westchnęła i odwróciła głowę na drugą stronę. Sądziłem, że napotkam na opór, ale jedyną rzeczą, jaką odczuwałem było ciepło i miękka, lepka przyjemność. Od razu zechciałem sięgnąć głębiej, ale dziś musiałem być posłuszny jej słowom. Nie mogłem robić nic, co by ją uraziło, bo przegrałbym wszystko.
Zacząłem poruszać palcem wchodząc i wychodząc z niej. Co jakiś czas masowałem całe jej wargi, by włożyć palec do środka i delikatnie wiercić dookoła. Ciotka zaczęła kręcić tyłkiem, co chwile zaciskając pośladki. Odkryłem miejsce, które musiało być szczególnie wrażliwe. Po naciśnięciu go ciotka wydawała znacznie głośniejsze westchnienie. Była to oczywiście łechtaczka. Nabrzmiała jagódka prosiła się by dotykać ją i pieścić. Zacząłem coraz częściej atakować to miejsce.
- Troszkę głębiej – ciotka powiedziała to nierównym, urywanym głosem, coraz szybciej oddychając.
Wcisnąłem palec na całą głębokość. Zamruczała jak kotka. Zauważyłem, że jej ręce zacisnęły się na poduszce, zbierając coraz więcej puchowego pierza. Zacząłem poruszać się coraz szybciej. Moja ręka zaczęła niemal uderzać o jej wargi, a palec zaginałem drażniąc ścianki jej wnętrza.
Zaczęła cicho jęczeć, a ja jeszcze mocniej i szybciej zacząłem się poruszać. Wierciłem jej szparkę, chcąc udowodnić sobie i jej, że potrafię zrobić kobiecie dobrze. W przypływie emocji i podniecenia obok palca wskazującego wcisnąłem drugi.
- Aaa… – ciotka jęknęła znacznie głośniej i jednocześnie zacisnęła pośladki.
Nie był to jednak krzyk bólu, ale czegoś zupełnie innego. Zacząłem znów swój taniec, tym razem ze zdwojona siłą. Ona już nie jęczała ona niemal krzyczała. Każdy mój ruch wywoływał krótki, przerywany krzyk i równie krótki haust powietrza. Ciotka zaczęła się wiercić i poruszać jak wąż starający się wywinąć z pułapki. Przygniotłem ją swym ciałem, jednocześnie nie przerywając pieszczot.
- Tak!!! Tak, jeszcze… jeszcze!!! – ciotka krzyczała i błagała. W każdym jej wyjęczanym słowie znajdowały się obydwa te uczucia.
Moja ręka zaczynała drętwieć, a czoło miałem dokładnie zlane potem. Oddychałem jedynie trochę lżej niż ona, ale postanowiłem nie przestawać. Postanowiłem sprawić, by wykrzyczała swój orgazm jeszcze mocniej i jeszcze głośniej.
Skumulowałem kolejne siły, by jeszcze szybciej i jeszcze mocniej atakować jej dziurkę. Czułem, że niebawem ciotka będzie miała orgazm i nie myliłem się.
- Aaaaa!!! Aaaaa!!! – krzyknęła.
Zaraz potem ciotka wygięła się w łuk, wypięła pośladki i ukryła twarz w poduszce. Usłyszałem spazmatyczne ryki tłumione przez pościel. Trwało to przez chwile, a tymczasem moja ręka zwalniała obroty wyczuwając dodatkową ciecz. Wówczas to dowiedziałem się, że niektóre kobiety właśnie tak przeżywają orgazm. Ciotka stopniowo opadała na lóżko. Jej mięśnie zaczęły się rozluźniać, ale płuca dalej pracowały na najwyższych obrotach.
Byłem z siebie dumny. Wykonywałem jeszcze powolne, płytkie ruchy, by jakby ułagodzić podrażnione miejsca. Gdy wyszedłem z jej myszki pomasowałem jeszcze chwilę pośladki, do momentu aż jej oddech był niemal całkowicie spokojny. Bardzo mi się to spodobało. Pamiętam, że przyszła mi wówczas dziwna, ale prawdziwa myśl. „Z dawaniem przyjemności jest jak z dawaniem prezentów – wielu z nas bardziej cieszy się z dawania niż z ich otrzymywania”.
- Śpij dobrze – powiedziałem i jak wzorowy mąż pocałowałem ją w policzek.
Wstałem i zebrałem się do wyjścia.
- Przyjdź do mnie rano…
Głos ciotki był słaby, przesycony niedawnym orgazmem. Wiedziałem, co to oznacza i co mnie czeka następnego dnia.
Cicho wyszedłem, wziąłem prysznic i poszedłem do lóżka. Nie myślałem o tym, co czeka mnie jutro (no, może trochę), ale o tym, jaką poczułem satysfakcję z tego, co się stało przed kilkunastoma minutami piętro niżej.
*****
Obudziłem się wyjątkowo wcześnie z dwóch powodów. Pierwszym było to, iż dwa dni przyzwyczaiły mnie trochę do wczesnego wybudzania, a drugim, tym znacznie ważniejszym, była obietnica ciotki. Zszedłem jak najciszej na dół i zakradłem się pod jej pokój.
Nasłuchiwałem chwilę, jednocześnie zastanawiając się, co powiedzieć, jak zacząć i co tak naprawdę zrobić. Poczułem, że ogarnia mnie trema. Wczoraj, jak i za każdym poprzednim razem byłem po piwie, co wyraźnie zwiększało moja śmiałość i odwagę. Teraz jednak byłem trzeźwy jak dziecko, a to nie było cos sprzyjającego i ułatwiającego zadanie. Nad wszystkim jednak wzięła górę obietnica ciotki. Ona dała mi odwagi i śmiałości, by przekroczyć próg jej pokoju.
Najciszej jak potrafiłem otworzyłem drzwi. Nie rozległo się żadne skrzypnięcie czy trzask. Podszedłem do jej łóżka. Gdy stanąłem obok usłyszałem miarowy oddech. Spała przykryta jedynie cienkim prześcieradłem. Plecy prawie całe miała odkryte, a materiał zakrywał jej pośladki i prawie całe nogi. Kucnąłem by znaleźć się jeszcze bliżej.
Nagle ciotka zaczęła się przekręcać i ułożyła się na boku, tyłem do mnie. Początkowo myślałem, że się obudziła, ale po chwili byłem pewien, że śpi dalej. Znów naszły mnie te same myśli, co przed drzwiami. Jak ją obudzić? Czy nie jest aby za wcześnie? Co, i w jaki sposób powiedzieć?
Siadłem po turecku przy krawędzi łóżka i sięgnąłem do prześcieradła. Na szczęście nigdzie nie było przygniecione. Powoli odgiąłem fragment i zajrzałem pod spód. Lekko zgięty kręgosłup prowadził do tyłka. Znów zobaczyłem te sympatyczne dołeczki nad każdym z nich. Mój członek był już pobudzony, ale teraz dostał dodatkowych podniet. Ściągnąłem majtki, by nie krępować go więzieniem. Był gotowy wypełniać swe przeznaczenie.
Odkrywałem dalej prześcieradło, aż cały jej tyłek był goły, wypięty i zwrócony w moją stronę. Ponownie zobaczyłem jej dziurkę, ale teraz bardziej ściśniętą i wyraźnie mniej pobudzoną. Słyszałem, że kobieta musi być mokra by można było w nią wejść i by zwyczajnie jej to nie bolało. Z pomocą przyszedł mi wczorajszy olejek. Wylałem kilka kropel na swe przyrodzenie i dokładnie wysmarowałem, był śliski i błyszczący jakby był niezwykle spocony. Pozostało jedynie to samo zrobić z jej tyłkiem.
Rozgrzałem w dłoniach kilka kropel olejku i pozwoliłem im skapać na te wypięte pośladki. Dotknąłem je ręką i zbaczałem powoli masować. Niestety nie miałem jedwabnego dotyku i zbudziłem ciotkę. Odwróciła się powoli w moim kierunku spojrzała mi w oczy. Była mocno zaspana i skojarzyła, co robię. Jednak uśmiechnęła się, zamknęła oczy i wróciła do swojej poprzedniej pozycji.
Teraz wiedziałem już, że nie śpi, więc zacząłem poczynać sobie nieco śmielej. Nabrałem świeżą porcję olejku i zacząłem smarować jej tyłek wraz z tą słodką muszelką. Zrozumiałem, na czym ma polegać ta gra. Ciotka będzie udawać, że śpi, a ja będę miał ciche przyzwolenie na wykorzystanie jej tyłka według własnego uznania.
Smarowałem pośladki a ciotka niby się układając na łóżku, przesunęła się, wyprostowała nogi, zgięła się wpół i jeszcze mocniej wypięła w moją stronę tyłek. To było wyraźne zaproszenie i nie mogłem jej kazać czekać. Rzuciłem ostatnie krople na swego małego, na jej myszkę i położyłem się obok.
Wszystko robiłem powoli i cicho, jakby ciotka naprawdę spała. Udzieliła mi się ta gra i postanowiłem dobrze odegrać swoją rolę. Ułożyłem biodra obok jej wypiętego tyłka, chwyciłem swego członka i nakierowałem na jej wnętrze. Ręce i reszta ciała mi drżała. To ten moment, za chwile będę w jej wnętrzu, za chwile posiądę kobietę.
Pchnąłem nieco mocniej niż powinienem.
- Aaa – ciotka stęknęła i podniosła do góry głowę.
Wycofałem się. Nie zdążyłem jeszcze niczego poczuć, a już przestraszyłem się, iż zrobiłem ciotce krzywdę. Natura obdarzyła mnie 18 centymetrami, co nie powinno być czymś wielkim i nadzwyczajnym. Powoli raz jeszcze zakradłem się do jej gniazdka i tym razem delikatnie wcisnąłem go w jej wnętrze. Wraz z przytłumionym westchnieniem poczułem kobietę.
Mojego członka objęło najwspanialsze uczucie, jakie znałem. Nie czułem żadnego oporu w jej wnętrzu. Zawsze myślałem, że kochając kobietę trzeba się w nią wdzierać i siłą torować sobie drogę do jej środka. Tymczasem moja ciocia była miękka, delikatna i bardzo śliska. Każdy mój ruch wywoływał lekki pomruk pomieszany z wypuszczanym lub wciąganym powietrzem. Wykonywałem miarowe spokojne ruchy.
Zbliżałem się do końca. Złapałem za jej biodro i jeszcze mocniej zacząłem dociskać ją do siebie. Ciotka podniosła głowę, która teraz podskakiwała w rytm mych uderzeń. Drugą ręką złapałem za jej ramię i jeszcze mocniej starałem się nadziać ją na swój róg.
Przyspieszyłem ruchy i po kilku kolejnych poczułem, że za chwile osiągnę orgazm.
- Ochhh!!! – jęknąłem, gdy poczułem jak pompuję w nią swoje nasienie.
Wykonałem jeszcze kilka powolnych ruchów, by wygasić swoje uniesienie. Aż w końcu zamarłem. Ciężko dyszałem, a mój członek dalej tkwił w jej muszelce. Przytuliłem się do ciotki i złapałem ją za pierś. Opadało z nas napięcie i obydwoje zwyczajnie odpoczywaliśmy. Wtuliłem się w jej włosy i zaciągnąłem jej zapachem.
Nie wiem, czy to za sprawą wczesnej pory, czy może orgazmu, ale zachciało mi się spać. Wysunąłem swego małego z niej i na nowo przywarłem do jej ciała. Leżeliśmy tak przez chwilę, po czym ciotka wstała i zniknęła w łazience. Nie wróciła już do łóżka, a ja zasnąłem i spałem prawie do południa.
*****
Wstałem, przeciągnąłem się i rozmarzyłem się nad tym, że jeszcze dziś zaliczę ciotkę po raz drugi. To, co przeżyłem było wspaniałe, ale w moim ciele już narastała chęć na kolejne doznania. Słusznie zakładałem, że to, co odkryłem to jedynie skrawek góry lodowej, jaką jest sex.
Śniadanie już na mnie czekało. Kanapki przykryte talerzem i gotowa do zalania kawa. Nastawiłem czajnik i zacząłem szukać cioci. Dom był pusty, samochód stał na podwórzu a na pracę w szklarniach było zdecydowanie za gorąco. Spojrzałem na termometr i zobaczyłem wdzięczne 27º C w cieniu. Znów zapowiadała się przysłowiowa „parówa”. Gdy zawiał lekki wiatr, powietrze wydawało się wydobywać z jakiejś wielkiej dmuchawy, nastawionej na grzanie. Ciotka wróciła po chwili. Jak się okazało była w ogródku, gdzie zbierała warzywa.
- Dzień dobry ciociu. Jak ci się spało? – zapytałem w przypływie swojej nowej, „męskiej” dumy.
- Dobrze – odpowiedziała i wymownie spojrzała mi w oczy.
Zobaczyłem w nich dokładnie to, czego się spodziewałem. Lekki uśmieszek, przekora i to coś, co sprawiało, że chciałem podejść do niej złapać ją za tyłek i znów doprowadzić do orgazmu.
- Dziś mamy całkowicie wolny dzień? – zapytałem zjadając ostatnią kanapkę.
- Tak, dziś możemy poleniuchować.
Gdy ciotka nazywała pracą dwie maksymalnie trzy godziny dziennie spędzone w szklarni to już rozumiałem skąd miała tak delikatne dłonie i tak czyste paznokcie. Zaniosła warzywa do kuchni i siadła naprzeciw mnie przy stole.
- Właściwie to mamy małą rzecz do zrobienia – stwierdziła po chwili – jak się uspokoi ten upał to pojedziemy na małe zakupy.
Nie miałem nic przeciwko temu, więc po zjedzeniu lekkiego obiadu około 16.00 wyjechaliśmy do miasta. Nie wiedziałem gdzie jedziemy i co będziemy kupować, ale wyjazd wydał mi się ciekawą odmianą.
Jechaliśmy prawie 30 kilometrów cały czas słuchając Georga Michaela. Był to ulubiony piosenkarz ciotki. „A Different Corner”, Praying for Time” czy „Father Figure” od tamtego momentu zawsze kojarzyć będą mi się z letnią jazdą samochodem i dokładnie z tym dniem. Za każdym razem jak słyszę którąś z jego spokojnych piosenek widzę nas jadących w upale w ciemnych okularach, z otwartymi oknami, rozwianymi włosami i uśmiechem na twarzy.
Całe tamto popołudnie pamiętam jak byłby to teledysk zawarty w filmie mego życia. Patrząc na tamten dzień, nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy, a jedynie słyszę muzykę. Pojechaliśmy na lody, chodziliśmy z nimi po parku, siedzieliśmy na ławce, rozmawialiśmy i podziwialiśmy fontannę wraz z pływającymi tam łabędziami.
Potem sklepy, gdzie ciotka przymierzała jakieś rzeczy. Pamiętam jak dyskretnie zaglądałem do przymierzalni. Miała na sobie białe koronkowe majtki z prześwitującym materiałem z tyłu i z przodu. Odganiała mnie śmiejąc się i wypowiadając słowa, których nie pamiętam, bo wszystkie dźwięki były wtedy tą spokojną, lekką muzyką. Wchodząc do przymierzalni kręciła ponętnie tyłkiem, puszczała mi oczko i zachęcała do zaglądania. Niosłem jej siatki z zakupami od jednego butiku do drugiego.
Za każdym razem, gdy na rękach czegoś mi przybywało, to cierpliwości dla odmiany mi ubywało. Przewracałem oczami i cos mówiłem, ale ona tylko się uśmiechała, mrugała zalotnie i wysyłała mi całusy.
Pod koniec dnia poszliśmy do jakiejś przytulnej knajpki na kawę. Lekko zadymione pomieszczenie często gościło muzyków, ale tylko takich, którzy grali Jazz lub Blues. Pamiętam, że kelner miał na koszuli świeżą czerwoną plamę, a nad barem wisiały dzwoneczki wyglądające jak „łapacz snów”. Pamiętam nie-doczyszczone popielniczki, które tak naprawdę w takim barze takimi powinny pozostać i dziesiątki, jeśli nie setki, plakatów z instrumentami i muzykami, których nie potrafiłem rozpoznać.
Gdy wracaliśmy do domu, słońce chyliło się ku zachodowi, a asfalt wciąż oddawał ciepło nagromadzone przez cały upalny dzień. Znów z głośników popłynął George Michael i obydwoje jakbyśmy się trochę zamyślili.
Gdy wróciliśmy do domu było już chłodno i całkiem przyjemnie. Odpoczywaliśmy na werandzie popijając piwo i komentując upływający dzień. Ciotka śmiała się ze mnie i z mojego braku cierpliwości. Ja natomiast nie mogłem zrozumieć tak długich i tak niepotrzebnych zakupów.
Śmieliśmy się z siebie nawzajem i dokazywaliśmy jak para starych znajomych lub nawet kochanków. Czułem się wówczas jakbyśmy znali się od wielu lat i to nie tak jak miało to miejsce w rzeczywistości, ale inaczej. Było to tak, jakbyśmy byli razem nie tylko w jednej klasie, ale i jednej paczce. Momentami wydawało mi się, że jesteśmy w stanie rozumieć się bez słów.
Nastał wieczór, a ciotka znów zaczęła przeglądać zakupione rzeczy.
- Co myślisz o tej spódnicy.
Szary materiał był dla mnie niczym innym jak spódnicą.
- Bardzo ładna – odpowiedziałem spoglądając na nią przez ułamek sekundy.
- Nawet nie spojrzałeś – skarżyła się – A ta?
Moja reakcja była podobna. Nagle ciotka bezceremonialnie zaciągnęła bluzkę pokazując mi piersi okryte stanikiem. Popatrzyła na mnie z triumfalną miną.
- Tylko to jest w stanie przyciągnąć twoją uwagę? – stwierdziła, a następnie odpięła guzik i rozporek spódnicy.
Materiał powoli zjechał z jej bioder i opadł na podłogę. Efekt jej zabiegu był od razu widoczny. Siadłem wygodniej na kanapie i zacząłem wpatrywać się w jej ciało. Ciotka widząc moje zainteresowanie oparła nogi na biodrach i zapytała:
- To, która jest najładniejsza?
Naprawdę zacząłem się nad tym zastanawiać. I przeciągałem wzrokiem z jednej na drugą.
- Ta biała – zawyrokowałem.
Ciotka wzięła w rękę spódnicę i zaczęła naciągać na nogi. Zapięła ją i zakręciła się w miejscu prezentując się z każdej strony. Biały materiał doskonale przylegał do jej ciała, uwydatniając kobiece okrągłości. Znów zacząłem odczuwać to mrowienie i napór na materiał spodni.
- Podejdź bliżej – poprosiłem i zacząłem ugniatać jej miękki tyłek. Sięgnąłem pod spódnicę.
- Nie tak szybko – wycofała się, by przebrać się w kolejną kreację.
Kolejna śliwkowa spódnica była cienka, przewiewna i sięgała lekko za kolana. Ciotka niczym rasowa modelka przeszła się do przodu, do tyłu, wypięła biodro i puściła w moją stronę całusa. Coraz mocniej zacząłem odczuwać podniecenie. Gdy się zbliżyła pociągnąłem krawędź kreacji i zajrzałem pod spód. Ciotka odruchowo zacisnęła nogi, a ja złapałem ją i przyciągnąłem do siebie.
Naciągnąłem sobie spódnicę na głowę, a moja twarz znalazła się kilka centymetrów od jej krocza i białych koronek. Złapałem za pośladki i wjechałem pod opinające je majtki.
- Tomek… – usłyszałem z wyrazem oburzenia i zaskoczenia – przestań.
Ciotka nie chciała bym przestał. Nie cofnęła się, a jedynie położyła ręce na mojej głowie. Przykryłem się jej spódnicą niczym welonem. Nie widziałem nic oprócz ud i tych miękkich koronkowych majteczek. Złapałem za krawędzie i powoli ściągnąłem w dół. Ciotka się nie opierała i gdy materiał dotarł do jej kostek podniosła kolejno nogi bym mógł je odłożyć na bok.
Przed oczami miałem jej kwiatuszek i od razu zachciałem go pocałować. Przywarłem ustami do krawędzi jej kwiatu i zacząłem ssać. W odpowiedzi usłyszałem jęknięcie, a nogi jakby lekko się pod nią załamały i trochę bardziej rozszerzyły.
Mój język krążył wokół tej małej jagódki, która dawała jej tyle przyjemności. Nie widziałem jej twarzy, ale wyobrażałem ją sobie z zaciśniętymi oczami i szeroko otwartymi ustami. Oddech i jęki ciotki stawały się coraz gwałtowniejsze i coraz głośniejsze. Podobnie było z rękami zaciśniętymi na mojej głowie. Każdy dobrze wykonany ruch oznaczany był zaciśnięciem jej palców i przyciśnięciem do swego ciała. Miałem wrażenie, że chce, aby moja głowa znalazła się jeszcze głębiej jej wnętrza. Ruchy bioder przypominały te, które wykonywała, gdy smarowałem ją olejkiem.
Postanowiłem urozmaicić zabawę. W czasie, gdy mój język zataczał szalone kręgi jeden z palców bezceremonialnie wtargnął do jej środka. Była jeszcze bardziej miękka i gorąca niż ostatnio. Zaginałem palec, jakbym chciał przywołać bliżej jej głębsze partie.
- Aaaa – ciotka wręcz krzyknęła.
Zaczęła osuwać się na stół. Usłyszałem szelest przesuwanych naczyń i tłumione okrzyki. Położyła się na stole i podniosła nogi do góry. Jej spódnica opadła na brzuch i odsłoniła moja twarz wpiętą pomiędzy jej nogi. Nie przestawałem w wysiłku, by znów zakosztowała słodkiego orgazmu. Lizałem ją, ssałem i gryzłem na zmianę, a palec cały czas wiercił się w jej wnętrzu.
- Chodź do mnie – wydyszała i podciągnęła moją głowę do siebie.
Wzrok miała błądzący i zamglony, a usta wilgotne i lekko uchylone. Zaczesałem jej włosy by odsłonić całą twarz następnie zbliżyłem się do niej i pocałowałem. Nasze języki spotkały się, a ja miałem wrażenie, że próbuję czegoś niezwykłego. Nie było tam smaku, jaki można by znaleźć w potrawie, winie, czy w najlepszych owocach. To było coś żywego, co można posmakować, ale czego nie da się zjeść.
Gdy usta zwarły się w jedną całość, ciotki ręce nerwowymi ruchami zaczęły ściągać mi spodenki i majtki. Czułem, że nie może się doczekać aż w nią wejdę. Złapała za mego już w pełni naprężonego członka i nakierowała na swoje wnętrze. Przytuliła mnie nogami a ja nieco mimowolnie wszedłem w nią.
- Tak… mocniej – jęknęła mi do ucha.
Jej głos pomieszany z przyspieszonym oddechem wydał mi się tak seksowny, że nie mogłem postąpić inaczej. Moje biodra zaczęły bombardować jej uniesione nogi i tyłek. Leżałem na niej, całowałem usta, oczy, policzki i nos. Chciałem być wszędzie i to dokładnie w tym samym momencie.
Odchyliłem się by obejrzeć całe jej ciało. Zsunąłem z niej biustonosz i złapałem za piersi. Cały czas mocno poruszałem się spełniając prośbę ciotki. Złapałem jej nogi i oparłem je na swoich ramionach.
Wśród jęków zaczęły dominować klapsy, jakie wydawały nasze stykające się ciała. Złapałem za jej uda i jeszcze mocniej dobijałem jej ciało do swego.
- Jeszcze!!! Jeszcze!!! Tak!!! – ciotka dochodziła. Widziałem to na jej twarzy.
Jej ciało zaczęło drżeć, a ręce szukały czegoś, co mogłaby zgnieść i poszarpać. Złapała moją rękę i wpięła tam paznokcie. Krzyknąłem, ale nie przestałem jej zadowalać.
- Aaaa… taaak… – odgięła głowę do tyłu i wydała krzyk, jakby chciała oznajmić całemu światu swe uniesienie. Po chwili już tylko głośno oddychała, a jej nogi zaczęły powoli opadać. Zgiąłem je wpół, bo poczułem, że sam zbliżam się do szczytu.
Przeżywając orgazm opadłem na nią i ostatkami ruchów uwolniłem swoje nasienie. Znów zaczęliśmy się całować. Teraz wiem, że pocałunek jest najlepszym wybrzmieniem seksu. Uspokaja i ponownie zbliża kochanków. Leżałem na niej aż nasze oddechy uspokoiły się, a mój mały powrócił do spoczynkowych rozmiarów.
Gdy wstałem byłem słaby, ale przepełniony przyjemnym spełnieniem. Usiedliśmy na kanapie wtuleni w siebie patrzeliśmy w postępujący wieczór. Siedzieliśmy tak z pół godziny nic nie mówiąc, a jedynie czasami wymieniając się pocałunkami. W końcu ciotka wstała i zniknęła pod prysznicem. Odświeżyłem swe ciało zaraz po niej i znów wylądowaliśmy na kanapie, tym razem przed telewizorem.
Nie pamiętam, co nadawała telewizja, bo cały czas rozmawialiśmy. O studiach, o podróżach, o jedzeniu, o ciotce, o mnie i o czym tylko się dało. Położyliśmy się spać grubo po północy. Dziś już nie kazała mi iść do siebie. Przytuliłem się do niej i zasnąłem wyjątkowo spokojnym snem.
*****
Wstałem, gdy słońce było już wysoko. Ciotka zapewne już od dawna była na nogach. Ubrałem się i poszedłem do kuchni. Siedziała tam i czytała jakąś książkę. Jej długie nogi spoczywały na tym samym pufie, który niedawno stał na werandzie. Ubrana w jedną ze swych nowo zakupionych spódnic i kolorowa koszulkę prezentowała się jak studentka ostatniego roku. Przystanąłem chwile w drzwiach i oparty o futrynę podziwiałem jej urodę.
Po raz kolejny zauważyłem, że miała naprawdę piękne włosy. Czarne loki błyszczały opuszczone swobodnie na ramiona. Ten jej lekko garbaty nosek. Tak bardzo dodawał jej nie tylko urody, ale też i charakteru. Brązowe, piękne oczy i te usta… Teraz, gdy poznałem jej całe ciało wydawało mi się jeszcze doskonalsze i jeszcze piękniejsze.
- Dzień dobry – powiedziałem i pocałowałem ją.
Ciotka miała dziwną minę. W jej oczach zauważyłem coś na kształt smutku.
- Coś się stało? – zapytałem.
- Właściwie to nic. Dzwoniła twoja mama… przyjadą jeszcze dziś.
Ciotki stwierdzenie zadziałało na mnie niczym dźwięk igły ściągniętej nagle z płyty gramofonu. No tak, był przecież piątek, jak ten czas szybko minął? Miałem nadzieję, że przyjadą po mnie w sobotę, a może nawet w niedzielę. Niestety oni też chcieli zapewne trochę odpocząć od upałów i miejskich blokowisk. Straciłem dobry humor i rozumiałem, czemu ciotka nie tryska optymizmem.
- Chodź, pomożesz mi w szklarni – powiedziała ciotka, gdy skończyłem śniadanie.
Bez słowa zgodziłem się. Dziś nie było już tak gorąco. Było sporo chmur i wiał lekki wiatr. W szklarniach za to było jak zwykle gorąco. Na szczęście praca nie była ciężka. To przynieść, to zanieść, to poukładać. Pracowaliśmy prawie godzinę, mało rozmawiając. Po wszystkim napiliśmy się piwa i szczerze mówiąc pierwszy raz całkowicie mi nie smakowało.
W nieco grobowej atmosferze przygotowaliśmy obiad. Rodzice przyjechali punktualnie o 16.00. wprost na gorące kotlety i dymiące ziemniaki. Siedzieliśmy prawie do 18.00 a ja nie wiedziałem, o czym i jak rozmawiać.
Ciotka i matka (jak zwykle) nie mogły się nagadać. Plotkowały o wszystkim, o czym się dało. Od aktorek i dziennikarek po sąsiadów i znajomych. Nie bardzo widziałem sens słuchania tego wszystkiego, więc wybrałem się na długi spacer.
Po powrocie sytuacja się nie zmieniła, więc wypiwszy dwa piwa i obejrzeniu jakiegoś filmu, podszedłem spać.
*****
Sobota minęła mi w miarę szybko, tylko dlatego, że przypomniałem sobie o wędkach wuja i pobliskiej rzece. Przyszło ochłodzenie, więc kilkugodzinne łowienie nie było męczące. Kolacja ze świeżych ryb smakowała wyjątkowo. Wszyscy zajadali się nimi oprócz mnie. Zjadłem dwa kawałki i tak naprawdę był to jedyny posiłek, jaki zjadłem tamtego dnia. Wieczorem trochę dłużej oglądałem telewizję wpatrując się w jakiś horror kina nocnego.
*****
Nastała niedziela i dzień wyjazdu. Zrobiło mi się trochę smutno, a w pewnym momencie wręcz przykro. Nie dlatego, że dziś miałem wyjechać, ale że nie będzie możliwości odpowiednio pożegnać się z ciotką.
Przecież była to moja pierwsza kobieta. Pierwsza, która zrobiła mi dobrze, pierwsza, która miała mego małego w ustach i pierwsza, która sprawiła, że mogłem się czuć prawdziwym mężczyzną. Cały dzień szukałem okazji by być, choć kilka minut sam na sam i by móc choćby porozmawiać. Niestety zwyczaj uchylonych drzwi i matka, która najwidoczniej zgromadziła nadzwyczajną ilość plotek zniweczyła moje starania.
- Dam wam trochę warzyw – powiedziała ciotka.
- Pomogę ci – zaproponowała matka.
- Daj sobie spokój, od czego masz Tomka.
Niemal siłą usadziła matkę na krześle i kiwnęła na mnie, bym udał się za nią w kierunku szklarni.
- Weź koszyk – powiedziała i po chwili zniknęliśmy po drugiej stronie podwórza.
Przeszedłszy kilkanaście kroków i upewniwszy się, że moi rodzice nas nie widzą. Zaczęliśmy się całować. Żadne z nas nic nie mówiło. Nasze ciała, gesty, ruchy współgrały ze sobą jakby tańczyły do tej samej muzyki.
Ściskałem jej plecy, tyłek i ramiona. Obydwoje kipieliśmy z pożądania. Chciałem jak najszybciej ją mieć. Podobnie ciotka. Chwyciła za pasek i zamek dżinsów, a ja rozpoznałem te same nerwowe i drżące ruchy. Ściągnęła mi spodnie wraz z majtkami. Mój członek zdążył się już napiąć i wyskoczył gotowy do pracy.
Kucnęła i złapała go w swoje usta. Ssała jakby była w nim jakaś życiodajna siła, a ona sama śmiertelnie jej potrzebowała. Z każdą sekundą rosło moje napięcie i podniecenie. Rozglądałem się w kierunku wejścia, ale na szczęście nikt nie nadchodził. Podniosłem ciotki twarz i zacząłem całować.
Tymczasem ona sięgnęła do swoich majtek i ściągnęła je do kolan. Następnie odwróciła się do mnie tyłem, zadarła spódnicę i wypięła tyłek. Oparła się o jeden ze stołów i czekała na mego członka.
- Oooo – jęknęła, gdy w nią wszedłem.
Pośladki w tej pozycji wyglądały nieziemsko. Jakby dwie oddzielne kule połączone dziurką pupy i płatkami jej kwiatuszka. Rozstawiła nogi napinając wiszące na kolanach majtki. Zacząłem szybkie ruchy, uważając by nie uderzać do końca i nie wydawać zdradzających nas dźwięków.
Ciotka zaciskała wargi, tłumiąc rozkosz i jedyne, co było słychać to nasze wspólne urywane, przyspieszone oddechy. Wpatrywałem się w te prześliczne dołeczki nad pośladkami i w mego małego znikającego, co chwilę w jej wnętrzu. Było mi bardzo dobrze. Sięgnąłem do piersi, a ciotka szybko podciągnęła stanik, bym mógł pieścić ją także i tam.
Zbliżałem się do końca. Ciotka schowała głowę w ramionach i stanęła na palcach. Przyciszony i znacznie dłuższy jęk zaświadczył o jej orgazmie. Nogi jej drżały, a ręce zacisnęły się na krawędzi stołu.
Nie minęło kilka sekund i sam zbliżałem się do końca. Ścisnąłem jej biodra i osiągając orgazm, wbiłem się w nią kilka razy najdalej jak potrafiłem. Zadarła głowę i spojrzała na mnie przez ramię. Miała otwarte usta, przymrużone oczy i włosy na całej twarzy. Przycisnąłem ją do siebie i wyprostowałem. Zaśmiała się, gdy ugryzłem jej ucho.
- Musimy szybko nazbierać warzyw…
No tak, ciotka ma rację. Nie może nas być zbyt długo, choć nie wiem czy matce lub ojcu przeszłoby przez myśl, co może się teraz dziać pod szkłem. Ciotka naciągnęła na tyłek majtki i poprawiła włosy. Po chwili zbieraliśmy cebulę, czosnek i ogórki. Gdy wróciliśmy pod dom, schowałem się do środka bojąc się, że moja twarz wszystko zdradzi.
Nie minęła godzina i siedziałem z rodzicami w samochodzie. Na pożegnanie mocno ją ścisnąłem, dokładnie tak jak robiłem to kiedyś, gdy byłem mały. Ona machając mi na pożegnanie mrugnęła okiem i posłała mi całusa. Mógłbym przysiąc, że w momencie, gdy samochód ruszył zobaczyłem błysk łzy w jej oku…
*****
*****
*****
Dziś minęło ponad 16 lat od tamtego lata. Mam kochającą żonę, dwie prześliczne córeczki i spokojne, ustatkowane, wręcz nudne życie. Nie wiem dlaczego tak się złożyło, ale nigdy już nie byłem z ciotką. Odwiedziłem ją wiele razy, jednak zawsze w towarzystwie rodziny, a później swej dziewczyny, narzeczonej i w końcu żony. Wiele razy planowałem do niej samotny wyjazd, ale z najróżniejszych przyczyn nigdy do niego nie doszło. Dwa lata po naszym romansie bawiliśmy się wszyscy na jej weselu, gdy ponownie wychodziła za mąż.
To, co przeżyliśmy tamtego lata stało się naszą „tajemnicą poliszynela”. Nigdy nie wspominaliśmy o tym choćby jednym słowem czy nawet gestem. Wydawało mi się, że jest to zamknięty rozdział.
Prawie dwa tygodnie temu ciocia Krzysia umarła. Tak jak i wujo miała raka. Podobno odmówiła chemioterapii, tłumacząc się tym, iż nie chce być brzydka i stracić swych pięknych włosów. Jak było naprawdę… nie wiem i czy ma to jakieś znaczenie? O wszystkim tym dowiedzieliśmy się z dużym opóźnieniem. Nie widziałem jej chorej i w sumie cieszę się z tego. W moich oczach zawsze pozostanie piękną, seksowną i naprawdę przemiłą kobietą.
Moją pierwszą kobietą…
Tydzień temu był jej pogrzeb, a ja dopiero dziś płaczę. Nie dlatego, że dotarła do mnie jej śmierć, ale z powodu listu w skrzynce.
Napisał do mnie Pan Tomasz Wiśniewski, mąż nieżyjącej ciotki.
Witam… jestem mężem Marzeny…(CIOCI KRZYSI!!!) Chciałem Panu przekazać… Znalazłem go w jej rzeczach… był zamknięty…Pozdrawiam…
Płakałem wpatrując się w list i w coś jeszcze. Razem z nim dostałem jeszcze jedną kopertę. Zaadresowana do mnie, a właściwie na adres moich rodziców. Stara pożółkła koperta, znaczek z jakimś królem, jeszcze z przed denominacji za 2500 złotych. Ciotka napisała ten list, ale z jakichś powodów nigdy go nie wysłała.
Ściskało mnie za gardło i łzy same leciały mi z oczu. Nigdy tak mocno się nie bałem tego, czego mógłbym się dowiedzieć. Obracając go w ręce zobaczyłem na rogach ciemniejsze zabarwienia. Wyglądało jakby ktoś bardzo długo obracał go w rękach, zastanawiając się, co z nim zrobić.
Zmusiłem się by zamknąć oczy, gdy podpaliłem kopertę. Specjalnie trzymałem ją w ręce póki nie spłonęła w całości i nie poparzyła mi palców. Resztki wyrzuciłem przez balkon, a gorący wiatr powiał je w nieznane. Palce były mocno czerwone, ale ten ból był znacznie lepszy. Przytłumił coś gorszego, co siedziało mi teraz w głowie i w sercu…
Dziś też było gorąco…
Jednak dla mnie najgorętszym latem zawsze będzie te kilka dni spędzone na wsi, u Cioci Krzysi…

 

Komentarze  

 
0 #4 RAD 2013-09-11 19:36
Bardzo dobra opowiesc.
:lol:
Cytować
 
 
+3 #3 Paweł 2013-06-28 17:31
kapitalne, trzymające w napięciu opowiadanie-aut or zadbał o każdy nawet najdrobniejszy szczegół-zakońc zenie jednak tragiczne pod wieloma względami...
Jch związek nie nazwałbym romansem, to było coś więcej i dlatego nie moge zrozumieć postepowania Tomka-Marzena czekała na niego z tęsknotą w sercu i zapewne w tym liście(dlaczego go nie przeczytał...)z awarła swoje uczucia do niego-to jej wesele to była ucieczka-----Tr agiczne
Cytować
 
 
+5 #2 Xiem 2013-05-30 10:16
Świetne opowiadanie, długie, wciągające, dobrze napisane...braw o.
Cytować
 
 
-2 #1 kamil 2013-05-12 18:39
witam loda zrobisz za darmo co
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Copyright © 2014 Rozebrane dziewczyny - Filmy podglądane - Gorące studentki. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.
stat4u